Złodziej krzyczy „ŁAPAĆ ZŁODZIEJA” – czyli republikańska interpretacja praw wyborczych

Złodziej krzyczy „ŁAPAĆ ZŁODZIEJA” – czyli republikańska interpretacja praw wyborczych

Wbrew słownym dekoracjom, Stanom Zjednoczonym daleko jest do najlepszej demokracji na świecie. Pomimo upływu przeszło półtora wieku od zniesienia niewolnictwa i zagwarantowania praw wyborczych obywatelom bez względu na kolor skóry, nadal możliwość ich realizacji jest daleka od stanu równości. W ostatnich latach dochodzi do intensyfikacji działań mających na celu demobilizację i faktyczne wyłączenie z procesu wyborczego milionów obywateli przez znaczące utrudnienia samej procedury rejestracji i oddania głosu. 

RASIZM BEZWSTYDNY

Po wojnie secesyjnej białe elity i dawni plantatorzy poczuli się zagrożeni perspektywą zapewnienia praw wyborczych milionom dawnych niewolników. W latach bezpośrednio po wprowadzeniu piętnastej poprawki do amerykańskiej konstytucji, procent czarnych obywateli biorących udział w wyborach systematycznie rósł. Nie trzeba zaznaczać, że byli niewolnicy nie stali się twardym elektoratem swoich dawnych ciemiężycieli. W celu obrony pozycji politycznej i idących za nimi przywilejów, kolejne stany południa zaczęły wprowadzać zapory mające ograniczyć liczbę czarnych wyborców. Kumulatywne podatki wyborcze, testy sprawdzające wyrywkowo znajomość szczegółów konstytucji oraz odebranie prawa wyborczego osobom skazanym, doprowadziło do znaczącego obniżenia frekwencji wśród czarnej mniejszości. Dopiero ruch na rzecz praw człowieka z lat 60. XX wieku doprowadził do wydania Voting Rights Act w 1965 r. Na jego mocy i towarzyszących aktów prawnych m.in zakazano testów dopuszczających do głosowania, zagwarantowano pomoc językową dla osób nieanglojęzycznych oraz wykluczono wszelkie formy dyskryminacji wyborczej. Sekcja 5. dokumentu wprowadzała także polisę ubezpieczeniową w razie próby zmiany prawa przez władze stanowe. Od tej pory stany z przeszłością dyskryminacji rasowej były zmuszone otrzymać zgodę na poziomie federalnym przy zmianach w prawie wyborczym. W ciągu dekady od wejścia w życie, różnica w rejestracjach na wybory między białymi i czarnoskórymi obywatelami spadła z prawie 30 punktów procentowych we wczesnych latach 60. do zaledwie ośmiu. 

RASIZM WSTYDLIWY

Mechanizm działał do 2013 r., kiedy Sąd Najwyższy orzekł w sprawie Shelby County p. Holder stwierdzając, że dyskryminacja systemowa już nie istnieje i formuła z sekcji. jest niedostosowana do obecnych realiów. Wyrok stworzył raj dla republikańskich macherów bunkrujących drogę do urny wyborczej dla dużej części niebiałego i niezamożnego elektoratu. Zwycięstwo Trumpa w 2016 r. i faktycznie podporządkowanie mu partii republikańskiej doprowadziło do przyśpieszenia procesu. W reakcji na przegraną prawie trzema milionami głosów w wyborach powszechnych orzekł, że wśród prawdziwych obywateli z pewnością wygrał, a oficjalny wynik jest skutkiem rzekomej masowej skali oszustw i oddawania głosów przez nieobywateli. Historia wpisana w antyemigrancki resentyment padła na podatny grunt i stała się usprawiedliwieniem dla coraz uciążliwszych form weryfikacji obywateli podczas wyborów. W rzeczywistości, jak wykazały badania ośrodka eksperckiego Brennan Center, liczba głosów oddanych przez nieobywateli była niższa niż 0,0001 procenta.

W USA nie ma odpowiednika polskiej PKW i za przygotowanie wyborów odpowiadają poszczególne stany. Od ich decyzji zależy rozmieszczenie lokali wyborczych, model rejestracji wyborców, wymagania odnośnie formy identyfikacji i administracja listami głosujących. Wszystkie te uprawnienia są wykorzystywane przez część lokalne legislatury do faktycznego ograniczania prawa wyborczego.

KURS PRAWA JAZDY A PRAWA WYBORCZE

Jednym z podstawowych narzędzi stosowanych do zmniejszania frekwencji wybranych grup społecznych, są przepisy wprowadzające obowiązek okazania dokumentu potwierdzającego tożsamość.  Ponad 21 milionów obywateli nie posiada dokumentu honorowanego przy urnach, a każdy ze stanów ustala ich własną listę. Amerykanie nie otrzymują po wejściu w dorosłość jednolitego i, co istotne, darmowego dokumentu podobnego do polskiego dowodu osobistego. Jako główny zamiennik stosuje się prawo jazdy, które posiada 93% białych obywateli i jedynie 79% czarnoskórych. Ważnym dokumentem dysponuje 84% właścicieli białych i tylko 63% czarnych. W grupie wiekowej od 17 do 20 roku życia aż 15% nie ma odpowiedniego dokumentu umożliwiającego głosowanie w stanach o zaostrzonym prawie. Wśród latynosów to odpowiednio 10%, czarnoskórych 13% i 12% w grupie dorosłych żyjących w gospodarstwach domowych z rocznym dochodem poniżej 25.000 dolarów.  U.S. Government Accountability Office (federalny organ kontrolny) szacuje, że wprowadzenie omawianych praw zmniejszyło frekwencję o 2-3 punkty procentowe. Badania wykazały, że wśród Latynosów frekwencja wyborcza jest niższa o ponad dziesięć punktów procentowych w stanach które wymagają okazania dokumentu tożsamości w porównaniu do frekwencji w stanach w których nie obowiązuje ten wymóg.

 Wyrobienie właściwego dokumentu tożsamości stanowi istotną przeszkodę. Według analiz przeprowadzonych przez badaczy Uniwersytetu Harvarda, sumaryczne koszty zdobycia takowego wahają się od 75 do 175 dolarów oraz wymagają poświęcenia sporej ilości czasu. Dla wielu oznacza to całe dni wyjęte z życiorysu na przekopywanie strychu w poszukiwaniu aktu urodzenia, pielgrzymki do oddalonych czasem o setki kilometrów urzędów i dodatkowe koszta porad prawnych, co według tych samych badań podwyższa koszty do nawet 1500 dolarów. Washington Post opisuje historię Rosanell Eaton, 94-letniej czarnoskórej kobiety z Karoliny Północnej, która musiała aż dziesięciokrotnie odwiedzić najbliższy urząd pokonując w sumie ponad 200 mil i przeszło dwadzieścia godzin aby zdobyć właściwy dokument. Problem wyniknął z minimalnych różnic w pisowni nazwiska zawartych w rejestrze wyborczym i prawie jazdy. Dla ludności rdzennej, latynoskiej i czarnoskórej, posiadającej nieanglojęzyczne imiona i nazwiska to częsty powód do wykreślania ze spisów wyborców i zmuszania do żmudnego przedzierania się przez kolejne instancje administracji. W Georgii przez dwa lata obowiązywało prawo ,,dokładnego dopasowania” wedle którego dane wyborcy musiały być identyczne w rejestrze i okazanym dokumencie. Podczas wyborów w 2018 około 80% osób którym nie pozwolono zagłosować przez niespełnienie tego wymogu, należało do mniejszości. 

W związku z tym, nawet jeśli formalnie wydanie dokumentu jest darmowe, to spełnienie listy wymagań oznacza wydatek finansowy i czasowy na który wielu nie może sobie pozwolić. 

Wybór dokumentów przez stany jest czysto arbitralny i zdradza oznaki profilowania rasowego. W Teksasie przez kilka lat można było głosować z lokalnym pozwoleniem na broń, ale już nie z legitymacją studencką. 80% posiadaczy licencji w 2018 r., stanowili przypadkowo biali, kiedy ponad połowa studentów Uniwersytetu Teksańskiego składała się z mniejszości etnicznych i rasowych. W rezultacie praw uchwalonych przez Teksas zaraz po wyroku Shelby p. Holder, szacuje się, że ponad 600 000 obywateli było faktycznie pozbawionych prawa wyborczego. W Karolinie Północnej zakazano legitymowania się podczas wyborów kartami pracowników stanowych i ubezpieczenia społecznego, co w oczywiście nieproporcjonalny sposób uderzało w czarną mniejszość. W Północnej Dakocie wprowadzono przepisy według których dokument musiał zawierać adres zamieszkania. Dla dziesiątek tysięcy rdzennych Amerykanów żyjących w rezerwatach bez oznaczonych adresów i wytyczonych ulic oznaczało to de facto wykluczenie z wyborów. W Wisconsin w wyniku nowych przepisów około 300 000 obywateli nie posiadało właściwego dokumentu. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich wyborach prezydenckich różnica między kandydatami w tym stanie wniosła 23 000 głosów, zauważymy jak skuteczną barierą mogą być przepisy dokumentowe. Wiele z powyższych regulacji zostało utraconych lub ograniczonych na drodze sądowej dzięki zaangażowaniu organizacji prodemokratycznych i mniejszościowych. Nie zniechęca to Republikanów, którzy poza sztuczkami z dokumentami tożsamości mają w arsenale manipulowanie listami wyborczymi. 

RUGI REPUBLIKAŃSKIE 

Czystki rejestrów wyborców mają oczyszczać listy z osób które wyprowadziły się do innego stanu lub zmarły. Jednak od wyroku w sprawie Shelby, narzędzie to jest wykorzystywane instrumentalnie do rugów wyborców potencjalnie niechętnych republikanom. W latach 2016-2018 doszło do usunięcia około siedemnastu milionów wyborców, o 35% więcej niż w latach 2006-2008. W rezultacie ze spisów wyborców zostało usuniętych 18% ogółu zarejestrowanych.  W samym Teksasie szacuje się że usunięto o 363.000 więcej wyborców niż we wcześniejszym cyklu wyborczym, który odbył się przed wydaniem wyroku. W okresie 2012-2016 Georgia wykreśliła dwukrotnie (1,5 miliona) więcej obywateli niż w latach 2008-2012. Obecnie rozszerza się listę przesłanek skutkujących wykreśleniem z list. W wielu stanach wyrzucano za brak udziału we wcześniejszych wyborach, argumentując, że taka osoba straciła zainteresowanie głosowaniem. Powszechnie stosowaną techniką jest wysłanie zwrotnych listów na adresy podane w rejestrze. Sporządza się listę osób które nie zareagowały i przedstawia sądowi jako wyborców którzy albo wyprowadzili się ze stanu, zmarli albo nie mieszkają już pod danym adresem. W rezultacie dochodzi do skreśleń pełnoprawnych wyborców którzy o fakcie często dowiadują się dopiero w lokalu wyborczym.  W 2016 r. w Arkansas wykreślono ponad 7 700 osób z powodów utraty praw przez popełnienie przestępstw. W rzeczywistości duża część z nich nigdy nie popełniła przestępstwa albo przywrócono im prawa po odbyciu kary. W wielu przypadkach do skreśleń dochodzi w wyniku pomyłek, co dotyczy głównie wyborców latynoamerykańskich których imiona i nazwiska powtarzają się częściej niż w przypadku białych obywateli.

NIE JESTEŚ BIAŁY? TO POSTOISZ.

Następną kłodą rzuconą pod nogi wyborcom są kasaty lokali wyborczych. W latach 2012-2018 zamknięto 1688 lokali, z czego 750 w samym Teksasie. Spośród nich aż 542 były położone w hrabstwach o szybko rosnących populacjach latynosów i afroamerykanów. W hrabstwie Maricopa (Arizona) zlikwidowano w ciągu czterech lat 140 z 200 okręgów. Długość oczekiwania na oddanie głosu jest zależna od mieszkańców danego okręgu. W dystryktach z 90% populacją białych czas oczekiwania wynosił około sześciu minut. W okręgach o odwrotnej proporcji, wyborcy musieli czekać średnio 51 minut. Likwidacja części lokali przeciąża pozostałe co prowadzi do nawet wielogodzinnych kolejek w najbardziej ludnych regionach. Podczas tegorocznych prawyborów, w Georgii część wyborców stała nawet osiem godzin w kolejce. 

Wybory w Stanach odbywają się w normalnym dniu roboczym co oznacza konieczność zwolnienia z pracy. Dla wielu, szczególnie gorzej sytuowanych i o ograniczonej możliwości podróży, oznacza to faktyczne uniemożliwienie oddania głosu. Częste roszady lokalowe wprowadzają zamęt. W rezultacie aż 15% czarnych i 14% latynoskich wyborców deklaruje, że miało problem ze znalezieniem swojego lokalu wyborczego (w przypadku białych to jedynie 5%). Badania z 2012 r., czyli jeszcze przed wyrokiem Shelby i wielkoskalowymi ograniczeniami, wykazały że perspektywa długiego oczekiwania w kolejce wpływa na rezygnację z oddania głosu od 500 000 do 730 000 obywateli.

SZTUCZKI Z KOPERTĄ

Tegoroczne wybory różnią się znacząco od poprzednich. Większość Amerykanów prawdopodobnie odda głos w tzw. early voting (wcześniejszym głosowaniu) lub wyśle arkusz pocztą. Dla mniejszości oraz wykluczonych warstw społecznych oznacza to ryzyko utraty głosu. Usługi pocztowe w zmarginalizowanych regionach kuleją, a dotychczasowe wyniki głosowania wskazują na zauważalnie wyższy procent głosów odrzuconych nadesłanych przez mniejszości. W wielu przypadkach koperty nie są podpisane co stanowi o ważności arkusza. Podczas prawyborów w pierwszej połowie roku, ponad 534.000 arkuszy wysłanych pocztą zostało odrzuconych w dwudziestu trzech stanach, z czego ćwierć z nich zalicza się do tzw. battleground states gdzie rywalizacja idzie często o tysiące głosów. Przykładowo w kluczowych dla wyniku Wisconsin, Pensylwanii i Michigan odrzucono ponad 60.000 głosów. W 2016 r., łączna przewaga Trumpa we wszystkich trzech stanach wyniosła ledwo 80 000. W 2018 r, demokratyczny senator Bill Nelson z Florydy przegrał reelekcję 10 000 głosów po odrzuceniu ponad 32 000 arkuszy nadesłanych pocztą oznaczonych jako niespełniające wymogów formalnych. W około dwudziestu stanach brak gwarancji możliwości naprawienia błędu, co może powodować efektywne zmarnowanie setek tysięcy głosów. Nieufność wzbudzają wspomnienia klęsk pocztowców podczas wspomnianych prawyborów. W Wisconsin ponad 4 300 arkuszy zostało dostarczonych po czasie. W Maryland około miliona przesyłek było dostarczanych przez ponad tydzień albo powyżej określonego terminu. W rezultacie część wyborców nie otrzymała kart do dnia wyborów. Szczególnie narażeni są Latynosi. Badania wskazują na częstszą zmienność miejsca zamieszkania (znacznie częstszy wynajem niż mieszkania własnościowe). W rezultacie część przesyłek może dotrzeć pod niewłaściwy adres, zmuszając Latynosów do głosowania osobistego. Tutaj z kolei przeszkodą będzie strach przed COVIDem. W tej grupie zachorowania występują nawet 2,5-krotnie częściej niż u reszty społeczeństwa, a duża część mieszka w wielopokoleniowych gospodarstwach domowych. 

Niezależnie od wyniku trwających wyborów, trend będzie niezmienny. Coraz więcej członków grup politycznie i finansowo marginalizowanych będzie włączało się do wyborczej gry. Latynosi, sprekaryzowani młodzi dorośli, Afroamerykanie, Amerykanie azjatyckiego pochodzenia będą wyborczo ważyć tylko więcej. Wedle szacunków między 2040, a 2050 rokiem biali mają przestać stanowić większość. Dla partii republikańskiej grającej na często ledwo skrywanej rasistowskiej nucie i antyimigranckim oburzeniu to sytuacja nad wyraz trudna. Wśród wszystkich wymienionych kategorii ponoszą ciężkie klęski. Tylko wśród latynosów, których w tych wyborach będzie uprawnionych do głosu ponad 30 milionów, Biden prowadzi ponad 30 punktową przewagą. Wśród Afroamerykanów bilans dla GOP jest jeszcze bardziej sromotny. Kolejne obostrzenia prawa wyborczego nie mogą długofalowo powstrzymać zmian w amerykańskiej polityce. Mogą za to efektywnie odbierać obywatelom prawo głosu i przeważać punktowo w kluczowych wyborach federalnych i stanowych. Dobrym przykładem jest niedawna historia z Georgii. Republikański kandydat na gubernatora był przez lata urzędnikiem odpowiedzialnym za sprawowanie pieczy nad  listami wyborczymi. Przed wyborami skreślono kilkaset tysięcy wyborców (głównie pochodzących z mniejszości), co dało republikanowi fotel gubernatora i sławę na cały kraj jako skrajny przykład manipulowania procedurą wyborczą.

 Niemniej, mimo przeszkód, frekwencja w najbardziej niedoreprezentowanej grupie – wśród Latynosów, systematycznie rośnie. W wyborach (tzw. Midtermach) w 2018 r., aż 27% wyborców z tej grupy deklarowało, że głosuje w tego typu wyborach po raz pierwszy. Dla większości wyborców poniżej 30 roku życia były to pierwsze Midtermy w życiu. W Teksasie, powszechnie stereotypizowanym jako kraina kowbojów zaganiających lassem bydło i Rangersów broniących Alamo, prawie połowa mieszkańców poniżej 18 r.ż. jest Latynosami. dwa miliony z nich będą mogły głosować już w najbliższej dekadzie. Na Florydzie, klasycznym swing state, rejestracje wśród Latynosów wzrosły do ostatnich wyborów o 8,4% i osiągnęły 2,2 miliona zgłoszonych wyborców. Nadzieję wzbudzają inicjatywy aktywnie zwalczające wszelkie przejawy manipulacji. Omawiane przykłady drakońskich praw z Georgii nakazujące idealne dopasowanie danych w dokumentach, zestaw przepisów z Karoliny Północnej określony jako chirurgicznie uderzający w mniejszości, czy celowo wąski teksański spis akceptowanych dokumentów tożsamości, zostały obalone lub ograniczone na drodze sądowej. Także w akcję przywracania praw wyborczym dawnych więźniów angażuje się znaczące siły. Inicjatywę wspiera m.in Michael Bloomberg, jeden z najbogatszych ludzi w kraju i niedoszły (i dość nieszczęsny) kandydat na prezydenta z ramienia Demokratów. Niemniej, najbliższe lata przesileń będą prawdopodobnie obfitowały w reakcyjne fortyfikowanie urn formalnościami w celu ,,ochrony przed fałszerstwami”. Odpowiedź na pytanie kto realnie wypacza wyniki demokratycznych wyborów raczej nie wymaga dodatkowych podpowiedzi.

Borys Sadowski

Polecamy też poprzedni artykuł:

Logo SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych SGH to organizacja zrzeszająca studentów wszystkich warszawskich uczelni interesujących się szeroko rozumianymi stosunkami międzynarodowymi, geopolityką i dyplomacją. Od momentu swojego założenia w 2000 roku SKN SZ rozwinęło się w dynamiczną organizacje której projekty należą do najbardziej prestiżowych na uczelni np. Akcja Dyplomacja- cykl studyjnych spotkań w ambasadach prawie 80 krajów lub POLMUN – największa i najbardziej znana akademicka symulacja Narodów Zjednoczonych w Polsce. Oprócz tego SKN organizuje liczne prelekcje, wykłady i konferencje mające na celu przybliżenie studentom niuansów dyplomacji i geopolityki.


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Złodziej krzyczy „ŁAPAĆ ZŁODZIEJA” – czyli republikańska interpretacja praw w… […]