Misja Gabinet – czyli jak przebić poprzedników i stworzyć najpoprawniejszy gabinet w historii USA według Joe Bidena

Misja Gabinet – czyli jak przebić poprzedników i stworzyć najpoprawniejszy gabinet w historii USA według Joe Bidena

Wszyscy wiemy, że obietnice wyborcze bywają przewrotne. Mogą zapewnić wygraną, ale nigdy nie dadzą o sobie zapomnieć. Będą wracać do zwycięzcy niczym bumerang. Joe Biden, prezydent elekt, trzyma ten bumerang mocno przy sobie. Właśnie nadszedł czas ujawnienia, kto znajdzie się w jego administracji. To ten zespół ludzi, będzie kształtował Stany Zjednoczone przez najbliższe cztery lata. Dla Bidena to nic nowego. Biały Dom jest mu dobrze znany z czasów, gdy sam był wiceprezydentem innego Demokraty – Baracka Obamy. Jedyna zmiana to rola. Teraz jako prezydent elekt, przyjął rolę gospodarza. 

Balans nad przepaścią polaryzacji

Jakim gospodarzem jest Joe Biden? Z pewnością musi być bardzo otwarty na wszystkich gości. Społeczeństwo amerykańskie nigdy nie było tak spolaryzowane. Dominujący w Stanach system dwupartyjny może poniekąd zachęcać społeczeństwo za oddanym opowiadaniem się za jedną ze stron. Wyborcy naklejają na samochody słonie lub osły, a podczas wyborów widzimy mapę składającą się zakolorowanych na niebiesko lub czerwono stanów. Jednak wydaje się, że nie zawsze tak było. Biden zbudował swoją wizerunek na pewniej dozie nostalgii – wspomina czasy, kiedy podziały między partiami nie były aż tak głębokie. Sam jest żywym przykładem na taką współpracę. Po wpadce w wyborach prezydenckich z 1988 roku wrócił do Waszyngtonu i pełnił funkcję Przewodniczącego Senackiej Komisji ds. Sądownictwa. Właśnie w tym okresie zaprzyjaźnił się i współpracował z członkami partii Republikańskiej– Stormem Thurmondem oraz Johnem McCainem. 

Z kolei w ostatnich latach, znacznie wzrosła popularność polityków należących do partii Demokratycznej, jednak bardziej progresywnych. Są nimi byli kontrkandydaci Joe Bidena w partyjnych eliminacjach, min. Bernie Sanders i Elizabeth Warren, a także członkowie Kongresu (słynny „The Squad” z Alexandrią Ocasio-Cortez na czele). Są politykami niezwykle popularnymi szczególnie wśród młodego pokolenia oraz środowisk imigranckich. Mimo to, Biden najpierw pokonał swoich progresywnych kandydatów w prawyborach, a następnie wygrał w kraju jako polityk o centrowych poglądach, w umiarkowanym stopniu skłaniający się ku bardziej liberalnym strategiom społeczym. 

Biden deklaruje bycie prezydentem wszystkich Amerykanów, a wspominana nostalgia to według wielu raczej ciepłe wspomnienie zbudowane w teraźniejszości, na potrzebę kampanii, niż fakty historyczne. Dla wielu wyborców taki wizerunek prezydentury, która ma łączyć, a nie dzielić, okazał się jednak wystarczająco przekonujący by nie dopuścić do reelekcji Donalda Trumpa. 

Taktyczne pęknięcia na szklanym suficie 

Według obietnic wyborczych, administracja przyszłego prezydenta ma być odbiciem społeczeństwa Ameryki – zróżnicowanego pod względem rasy, koloru skóry, orientacji. Zapowiedział, że jego zespół będzie najbardziej różnorodny w historii. Analizując jego wybory, faktycznie można stwierdzić, że nastąpił pewnego rodzaju przełom. Sama nominacja Kamali Harris – córki emigrantów, wywodzącej się z mniejszości etnicznej – na pierwszą wiceprezydentkę w historii było przedsmakiem tego, czego możemy się spodziewać po gabinecie prezydenta elekta. Mówi się, że szklany sufit Białego Domu pękł. Rysy mogły jednak powstać z bardzo pragmatycznych powodów – Harris dała swojemu szefowi to, czego potrzebował – poparcia wśród kobiet i osób pochodzenia etnicznego; nie tylko Afroamerykanów, ale Hindusów i Azjatów. Już teraz tandem Biden-Harris nazywa się „najpotężniejszym duetem” na świecie. Warto wspomnieć, że nagroda prestiżowego magazynu Time w kategorii „Człowiek roku” została przyznana obojgu, gdzie do tej pory takie wyróżnienie przypadało jedynie samemu prezydentowi lub prezydentowi elektowi. Jak pisze sam Time: „Biden miał wizję, nadał ton i zdobył nominację. Ale wiedział też, czego nie może zaoferować, czego 78-letni biały mężczyzna nigdy nie zapewni: generacyjnej zmiany, świeżej perspektywy i uosobienia różnorodności Ameryki. Dlatego potrzebował Kamali Harris.”

Prekursorzy

Przyglądając się dokładniej pozostałym wyborom prezydenta elekta, możemy zauważyć pełną prawidłowość. Wielu z obejmujących stanowiska to swego rodzaju prekursorzy. Stanowisko sekretarza bezpieczeństwa krajowego zostało powierzone Alejandrowi Mayorkas – będzie on pierwszym imigrantem z Kuby i Latynosem na tej pozycji. Już wcześniej, w latach 2013-2016, był zastępcą sekretarza w tym resorcie. Wybór ten również można odbierać symbolicznie – to właśnie imigrant będzie odpowiadał za politykę migracyjną. Przechodzenie przez procesy, na które sam będzie miał teraz realny wpływ, daje osobiste utożsamienie z postawionym problemem oraz jego wielopłaszczyznowe zrozumienie. Prawie pewne jest załagodzenie koncepcji wspieranych przez Donalda Trumpa na korzyść migrujących. Po wczesnej fazie objęcia stanowiska możemy przede wszystkim spodziewać się wyeliminowania tzw. zakazów imigracji na podstawie kraju pochodzenia. Innym kluczowym elementem jest wycofanie się z anulowania programu DACA (Deffered Action for Childhood Arrivals – odroczona deportacja osób przybyłych do USA jako dzieci), na którym tak bardzo zależało poprzedniej administracji.

Innym przełomowym krokiem jest wybór byłego rywala Pete’a Buttigieg na sekretarza transportu. Były burmistrz South Bend w stanie Indiana będzie pierwszą w historii otwarcie przyznającą się osobą LGBTQ+ w administracji prezydenta USA.  Sam Biden mówi, że jego postać to „nowy głos i nowe idee, które mają wykroczyć poza odchodzącą politykę przeszłości”. Przyszły sekretarz transportu stwierdził, że zła polityka transportowa i „utracone szanse mogą wzmacniać rasową, ekonomiczną i środowiskową niesprawiedliwość, dzielić lub izolować społeczności”. Wybór ten to ukłon w stronę nieco bardziej progresywnej części partii Demokratycznej. Co ciekawe i według wielu krytyków zabawne,  Buttigieg ma korzenie maltańskie – Malta to kraj, gdzie transport publiczny funkcjonuje tylko w teorii.  

Kolejnym pęknięciem na szklanym suficie administracji prezydenckich jest mianowanie Kongresmenki Deb Haaland na sekretarza zasobów wewnętrznych. W 2018 roku, ona i Sharice Davids zostały pierwszymi reprezentantkami rdzennej ludności USA w Izbie Reprezentantów. Przede wszystkim, jest pierwszą przedstawicielką rdzennej ludności Stanów Zjednoczonych na tak wysokim stanowisku. Resort, który obejmie ma niesamowity wpływ na życie prawie 600 plemion uznanych przez władze federalne. Ma on również władzę w zakresie zarządzania i ochrony większości federalnych gruntów i zasobów naturalnych. 

Sama Haaland pochodzi z plemienia Laguna Pueblo. Jest mieszkanką Nowego Meksyku w 35. pokoleniu i deklaruje, że jej działalność będzie skupiać się na sprawach amerykańskich Indian. Jak w przypadku wcześniej wspominanego Alejandra Mayorkasa, w pracy będzie musiała rozwiązywać problemy, z którymi kiedyś prawdopodobnie borykała się ona sama. W rozmowie z „New York Timesem” zaznaczyła, że „to dla niej wielki zaszczyt móc ruszyć naprzód plan klimatyczny Bidena i Harris oraz pomóc naprawić stosunki między rządem federalnym, a władzami plemiennymi, które zrujnowała administracja Trumpa”.

Introwertyk w blasku fleszy 

Inną nominacja, która przykuła uwagę mediów, to wybór Lloyda Austina na nowego sekretarza obrony. Zdecydowanie zasługuje na miano historycznego momentu, ponieważ Austin byłby pierwszym czarnoskórym szefem Pentagonu. Warto wspomnieć, że to nie byle jaki resort – podlega mu 1,3 miliona żołnierzy, a budżet, którym dysponuje to aż 750 mld dolarów (dla porównania polskiemu Ministerstwu Obrony Narodowej w 2021 przypadnie 52 mld złotych). 

67-letni Austin zna armię od podszewki. Przez ponad 40 lat służył w amerykańskich siłach zbrojnych. W 2010 roku dowodził wojskami USA w Iraku. To właśnie on opracował i przystąpił do wdrażania strategii walki z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii. Stosunkowo niedawno, w 2016 roku, zdecydował odejść na emeryturę. Z tego powodu, zanim obejmie stanowisko, będzie musiał dostać zgodę Kongresu na odstąpienie od reguł, według których powoływane jest cywilne kierownictwo resortu obrony. Zakładają one, że od odejścia ze służby do objęcia stanowiska musi upłynąć minimum siedem lat. Sytuacja nie należy jednak do wyjątkowych – generał James Mattis, pierwszy szef Pentagonu w administracji Trumpa, taką zgodę otrzymał. 

Jeżeli faktycznie dostanie zielone światło od Kongresu, po nowym sekretarzu obrony nie możemy raczej spodziewać się rewolucji. Nie należy on do grona wizjonerów; jest jednym  solidnych, twardo stąpających po ziemi wojskowych, któremu wiesz, że możesz zaufać. Właśnie dlatego, tak wielu obawia się, że nie podoła on wyzwaniom takim jak zreformowanie obrony, czy wypracowanie strategii przeciwdziałania rosnącemu zagrożeniu ze strony high-tech Chin. 

Sam Austin znany jest z unikania świateł fleszy i preferuje nie wypowiadać się publicznie o przeprowadzanych operacjach militarnych. Pomimo usposobienia, które wielu nazwałoby introwertycznym, jest od zdecydowanie członkiem zespołu, który będzie grał do tej samej bramki. Biden ściśle współpracował z nim jeszcze w trakcie administracji Obamy. Pytany o powód takiego wyboru podkreśla, że generał jest zaufanym współpracownikiem, silnym przywódcą, wyróżnia się spokojem i opanowaniem. „Jest definicją patrioty.” – podsumował. 

Ekonomia jest kobietą 

W administracji Bidena finanse będą domeną kobiet. Najważniejsze stanowiska gospodarcze przypadły trzem reprezentantkom płci żeńskiej. Janet Yellen ma zostać szefową resortu finansów, Neera Tanden obejmie Biuro Zarządzania i Budżetu, a Cecilia Rouse pokieruje doradcami gospodarczymi. Czy to tylko zmiana wizerunkowa, by spełnić postulat walczenia z dyskryminacją na tle płci? 

Zdecydowanie podjęcie decyzji powierzenia finansowych sterów kobietom jest nieprzypadkowy oraz wykracza poza poziom selekcji za rzecz kreowania wizerunku. Janet Yellen jest byłą prezeską Rezerwy Federalnej (amerykańskiego banku centralnego) i jeżeli tylko Senat zatwierdzi jej kandydaturę, będzie pierwszą kobietą kierującą resortem finansów. Według niej, interwencja państwa w gospodarkę jest nieunikniona, a więcej uwagi chce poświęcić bezrobociu niż inflacji. W latach 2014-2018, kiedy szefowała Rezerwie Federalnej, skupiła się na wzroście zatrudnienia i płac, w międzyczasie utrzymując niskie stopy procentowe. Teraz spoczywa na niej ogromny ciężar wyciągania gospodarki z pandemicznego kryzysu. Wielu krytyków ma wątpliwości, że 74-letnia ekonomistka może nie sprostać tak dynamicznemu wyzwaniu. Mimo to, jest swego rodzaju weteranką dziedziny. W przeszłości opowiadała się za użyciem tzw. „helicopter money” – wysyłania pieniędzy bezpośrednio podatnikom by uratować kraj przed poważnym kryzysem. Czy tak się stanie? Póki jej kandydatura nie jest zatwierdzona możemy jedynie przewidywać, pewne jest, że dla Bidena jest ona zaufanym i solidną członkinią załogi z ogromem profesjonalnego doświadczenia, który w dodatku da gabinetowi nieco wizerunkowego blasku. 

Inną członkinią nowego finansowego zespołu prezydenta elekta jest Neera Tanden. Znana jest z wieloletniej współpracy z inną Demokratką-prekursorką, Hillary Clinton. Wiele lat pełniła funkcję jej doradczyni, a także szefuje liberalnemu think-tankowi Center for American Progress. Przez niektórych nazywana jest najbardziej kontrowersyjnym wyborem Bidena. Oskarża się ją o bycie najbardziej zajadłą krytyczką progresywnego Sandersa, jeszcze inni krytykują ją za bycie zbyt radykalną w swoich liberalnych poglądach. Mówi się, że punkt widzenia zależy od „punktu siedzenia” i chyba nic nie oddaje charakteru kandydatury Neery Tanden tak trafnie, jak to powiedzenie. Pomimo tego, że byłaby pierwszą kobietą na stanowisku, zarzuca się jej reprezentowanie tzw. „umiarkowanych Demokratów”, czyli polityków o raczej centrowych poglądach. Wielu nadal ma jej za złe działanie na szkodę Sandersa w 2016 roku, rzekomo na korzyść Clinton. Środowiska progresywne widzą ją jako „toksyczną, korporacyjną Demokratkę”, a prawicowe media piszą o niej, że jest „radykalna i liberalna”. Oskarża się ją o bycie wrogo nastawioną do programów społecznych, sugerowanie ograniczenia zasiłków (szpileczka od progresywnych), a następnie krytykuje się jej kluczową rolę w tworzeniu Obamacare (szpileczka od prawicy). Sytuacja wokół Neery Tanden należy do absurdalnych. Jeżeli uda jej zdobyć zgodę od Senatu na objęcie stanowiska, będzie w głównej mierze odpowiadała za planowanie budżetu. Pozostaje pytanie, w którą stronę zwróci się Tanden? Zanosi się na to, że raczej pozostanie wierna umiarkowanemu spektrum Demokratów, gdzieś pomiędzy czyniącymi jej wyrzuty progresistami, a konserwatystami.

A co z Cecilią Rose? Znana jest z działalności podczas prezydentury Baracka Obamy w latach 2009-2011, gdzie zasiadała w Radzie Doradców Gospodarczych. Tak jak wyżej wspomniane koleżanki po fachu, aby zostać szefową doradców gospodarczych, musi najpierw uzyskać zgodę Senatu. Wtedy zostanie pierwszą Afroamerykanką na tymże stanowisku. W liście opublikowanym przez Princeton Univeristy, w którym pracuje, podkreśla, że do tej pory pracowała, by tworzyć ekonomię, która nie jest jedynie reprezentowana przez białych mężczyzn. Głęboko wierzy, że prawdziwa różnorodność jest krytyczna by tworzyć efektywne strategie. Stawia na równość, dialog i współpracę. 

Znajome twarze 

Pomimo znacznego kroku naprzód w stronę zmian i zapewnienia różnorodności w gabinecie, wiele z wyborów Bidena do gabinetu jest oczywistych, przewidywalnych i banalnie mówiąc – nudnych. Jednym z nich mało zaskakujący wybór Antony’ego Blinkena na sekretarza stanu. Z prezydentem elektem współpracuje od dwóch dekad, pełnił funkcję zastępcy sekretarza stanu w administracji Obamy. Co to może znaczyć dla stosunków międzynarodowych? Na pewno zacieśnienie relacji z Europą i współpracę. Prawie pewne jest odejście od polityki „America first” D. Trumpa. Sam Blinken otwarcie powiedział: „Nie możemy rozwiązać wszystkich problemów świata sami, musimy współpracować z innymi państwami.” Przyszły sekretarz stanu ma także osobiste powiązania z Europą. Jego ojczym jest polsko-amerykańskim żydowskim prawnikiem urodzonym w Białymstoku. Natomiast jego ojciec jest jednym z założycieli funduszu inwestycyjnego Warburg Pincus, który inwestuje miliardy dolarów min. w Polsce. 

Swoimi decyzjami Biden sygnalizuje także awersję do ryzyka. Nominowanie Toma Vilsacka na sekretarza rolnictwa to powtórzenie historii znanej z administracji Obamy. 70-letni Vilsack przez 8 lat był wtedy na czele departamentu rolnictwa. Jest on niewątpliwie zaufanym politykiem, z doświadczeniem w danej dziedzinie, jednak nadal jest to wybór bardzo przewidywalny i bezpieczny dla prezydenta elekta. Podczas kampanii Biden obiecywał, wiejskiej Ameryce, że traktuje kraj jako całość, a z wielu jego postulatów skorzystają także mieszkańcy farm i małych miast. Głównym zadaniem Vilsacka będzie opracowanie tzw. „farm bill” czyli ustawy zbiorczej odnawianej co pięć lat, która obejmuje właściwie wszystko co leży w kompetencjach departamentu rolnictwa. Ta nominacja najprawdopodobniej nie wniesie powiewu świeżości do sektora rolnictwa, który próbując sprostać wyzwaniom XXI wieku, potrzebuje zmiany punktu widzenia.

Najpierw Planeta

Zapewne każdy, kto śledzi politykę USA nawet pobieżnie, ale dosyć długo, słyszał nazwisko Kerry. Tak, John Kerry także będzie częścią gabinetu Bidena. Wieloletniemu senatorowi stanu Massachusetts, politycznemu weteranowi, przypadnie wyjątkowa rola – specjalnego wysłannika prezydenta do spraw klimatu oraz miejsce w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Po wycofaniu się z Porozumienia paryskiego przez Trumpa w 2017 roku, Kerry jako współtwórca porozumienia, ma pomóc w ponownym dołączeniu do umowy. W głównym zamierzeniu, jego pozycja ma być sygnałem nie tylko dla Amerykanów, ale i całego świata, że Biden dotrzyma obietnic wyborczych i sprawi, że Stany dołączą do globalnej walki ze zmianami klimatycznymi. Nietrudno domyślić się, że wielu chwali byłego senatora za doświadczenie, wiedzę, zaangażowanie. Natomiast dla wielu krytyków, zgodnie ze starym przysłowiem powtarza, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni” – niektórzy wypominają mu fałszywe rozwiązania problemu zanieczyszczenia środowiska np. rynkowe schematy handlu uprawnieniami do emisji. Kandydatura ta traktowana jest jednak jak promyk nadziei dla klimatu w Białym Domu. Kerry wydaje się być obietnicą konkretnych działań przeciw kryzysowi klimatycznemu, mając na uwadze jego dotychczasowe proklimatyczne sukcesy.

Mozaika gabinetowa 

Gabinet, który „wygląda jak Ameryka” – to główna obietnica wyborcza Bidena. Taka administracja jest różnorodna pod względem rasowym, etnicznym, płci. Zgodnie z przyrzeczeniem, wśród współpracowników prezydenta elekta znalazła się rekordowa liczba kobiet i przedstawicieli mniejszości. Zwiastunem stopniowego niszczenia szklanego sufitu był już wybór Kamali Harris na pierwszą wiceprezydentkę. Oprócz postaci przytoczonych wyżej, historycznych nominacji jest więcej – Avril Haines została nominowana na pierwszą dyrektorkę Krajowego Wywiadu, Katerine Tai będzie pierwszą przedstawicielką azjatyckiej mniejszości na stanowisku pełnomocniczki rządu ds. handlu. Całkowicie kobiecy będzie także zespół ds. komunikacji publicznej w Białym Domu, w którym posadę rzeczniczki prasowej otrzymała Jane Psaki. Feminizacja w gabinecie Joe Bidena nie zostaje w tyle w stosunku do rządu kanadyjskiego czy krajów skandynawskich. Również sektor gospodarki został powierzony w głównej mierze właśnie kobietom. 

Także różnorodność rasowa została potraktowana na poważnie. Mamy Lloyda Austina jako szefa Pentagonu, Linda Thomas-Greenfield będzie pierwszą czarną kobietą w roli ambasadora w ONZ, Cecilia Rouse obejmie stanowisko szefowej doradców gospodarczych. Susan Rice przypadnie topowa rola w sprawach bezpieczeństwa narodowego. 

Takich wyliczeń można tworzyć wiele, podzielić członków gabinetu na różnego rodzaju kategorie – niektórzy z pewnością wpiszą się w co najmniej dwie z nich. Istotą administracji Bidena rzeczywiście jest różnorodność – nie da się zaprzeczyć argumentowi, że rzeczywiście szczerze wypełnia on swoją obietnicę wyborczą. Mimo to, w tej misternie skonstruowanej układance, da się znaleźć pewną zależność łączącą wszystkich. Gabinet Bidena to jego drużyna, zespół, który razem gra do jednej bramki. Wielu z nich współpracowało z nim długie lata, a nawet dekady. Część nominacji to przywrócenie dawnego składu administracji Obamy. Zaledwie garstka wybranych to politycy krótko współpracujący z prezydentem elektem, większość to nie tylko rasowi politycy doświadczeni w swojej dziedzinie, a zaufani i solidni współpracownicy. Taki gabinet ma swoje słabości – przede wszystkim nie będzie rewolucyjny, będzie w nim dużo rutyny, znajomych twarzy i duża doza powtarzalności, ale czy nie o to właśnie Bidenowi chodzi? Jego polityka, której zapowiedzi możemy obserwować, a także

wizerunek, który stworzył w trakcie kampanii jest spójny i mówi wyraźnie – jestem jednym z umiarkowanych Demokratów. Bezsensowne jest oczekiwanie od niego skrajnie progresywnych idei. Podejście przyszłego prezydenta jest bardzo pragmatyczne – wie, że Ameryka nie jest gotowa na radykalne zmiany – i chyba właśnie dlatego wygrał, ze swoimi mało radykalnymi (choć nie dla skrajnych konserwatystów) ideami. Można mu zarzucać, że gabinet jest pełny starych polityków, jednak Biden postawił na doświadczenie, kompetencje i zaufanie, co jest kolejnym dowodem na pragmatyczne podejście do swojej prezydentury. Ci ludzie mają być drużyną, która gra do jednej bramki. Nieważne, kto strzeli gola, ważne aby nie był golem samobójczym.

Pierwsze sto dni

Co los zgotował Stanom Zjednoczonym w niedalekiej przyszłości? Z pewnością nie będzie łatwo. Koronawirus zbiera śmiertelne żniwo wśród Amerykanów każdego dnia. Na całym świecie, kryzys gospodarczy jest już prawie pewny, teraz zadajemy sobie tylko pytanie „Ile nas to będzie kosztować?”. Biden zobowiązał się do zaszczepienia 100 mln rodaków w trakcie pierwszych 100 dni prezydentury. Co jeszcze się wydarzy? Najprawdopodobniej początkowa faza kadencji, skupi się na chociaż częściowym odwracaniu polityki poprzednika. Gabinet, który zbudował jest zwiastunem powrotu do łask ekspertów i zaufanych współpracowników. Ostatnią rzeczą, której życzyłby sobie prezydent elekt w nowym roku i rozpoczynającej się kadencji, jest zespół rywalizujący ze sobą, a co najgorsze rywalizujący z nim samym. 

Aleksandra Kudyba

Polecamy też poprzedni artykuł:

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Misja Gabinet – czyli jak przebić poprzedników i stworzyć najpoprawniejszy gabinet w historii U… […]