„Jemen wojna o co chodzi”

„Jemen wojna o co chodzi”

Gdy wpisze się w wyszukiwarkę słowo „Jemen” jednym z częściej pojawiających się podpowiadanych haseł jest sformułowanie „Jemen wojna o co chodzi”. To samo pytanie pojawia się zapewne w większości głów, które próbują zrozumieć właściwie o co, z kim i jak toczy się tamtejsza wojna. Jeszcze większa rzesza osób o Jemenie już zapomniała i niewiele może o nim powiedzieć, gdyż informacje o nim spadły w geopolitycznej hierarchii poniżej Syrii, Izraela, obu Korei i innych. Stało się tak mimo tego, że według WHO jedna czwarta z 28 milionów obywateli Jemenu potrzebuje natychmiastowej pomocy humanitarnej. Tekst ten nie będzie w żadnym wypadku kompleksowym opracowaniem problemu, niezwykle trudno znaleźć jakiekolwiek materiały na temat, lecz jedynie próbą zrozumienia i usystematyzowania strzępków informacji, do których można dotrzeć.

Od początku

Z racji tego, że o Jemenie mówi się nieczęsto warto zebrać podstawowe dotyczące tego kraju fakty. Jest to najbiedniejsze państwo arabskie, położone na Półwyspie Arabskim oraz archipelagu Sokotra. Stolicą państwa jest Sana, a jej prezydentem ( mającym uznanie międzynarodowe) jest Abd Rabbuh Mansur Hadi. Dość istotną strategicznie pozycję zapewnia Jemenowi położenie nad cieśniną Bab al – Mandab łączącą Morze Czerwone i Zatokę Adeńską, jednym z najbardziej zatłoczonych szlaków żeglugowych. Choć rozpoczęcia trwającej obecnie w Jemenie wojny domowej upatruje się w zajęciu przez Ruch Hutich Sany we wrześniu 2014 roku, konflikty, choć w mniejszej skali miały miejsce już wcześniej.

Zalążki konfliktu

Jak to zwykle bywa wśród byłych państw kolonialnych tak i główną słabością Jemenu, oprócz piekielnego klimatu i stosunkowo niewielkich zasobów surowców są z pewnością różnice między dwoma jego częściami, a mianowicie północą i południem. W XVI wieku Jemen wchodził w skład Imperium Osmańskiego. Północny Jemen uzyskał niepodległość od Turcji w 1918 (jako monarchia, a od 1962 – Jemeńska Republika Arabska ze stolicą w Sanie). Do ostatecznego połączenia z południem (które do tego czasu było brytyjską kolonią i protektoratem) doszło w 1990 roku, a w  pierwszych demokratycznych wyborach wygrał były prezydent Jemenu Północnego (od 1978 roku) – skorumpowany i niezdolny do zarządzania państwem w tak trudnym położeniu Ali Abd Allah As- Saleh. Młode państwo zaznało pokoju jedynie krótkotrwale, gdyż już w 1994 roku ujawniły się tendencje odśrodkowe w postaci próby secesji jemeńskiego południa przez sunnicki Ruch Południa poparty przez Arabię Saudyjską. Ta sytuacja zasygnalizowała jakie zagrożenia mogą jeszcze czekać nowopowstały zjednoczony Jemen – ingerencj a państw ościennych oraz podział religijny wśród jego obywateli.

Choć obecna ambasador Jemenu w Polsce utrzymuje, że przed wojną domową i działalnością Ruchu Huti nie miały miejsca żadne napięcia na tle religijnym i większe tarcia między północą a południem rzeczywistość wyglądała inaczej. Narodowy Front Wyzwolenia, którego celem (zresztą osiągniętym) było wygnanie kolonizatora w postaci Wielkiej Brytanii, odwoływał się do marksizmu i ruchu panarabskiego co w latach 70-tych  poskutkowało przemianowaniem państwa  na Ludowo-Demokratyczną Republikę Jemenu. Jemen Południowy przyjął w ten sposób model socjalistyczny i nawiązał bliższe relacje z blokiem wschodnim. Na to rząd Jemenu Północnego zareagował wypowiadając sąsiadowi nierozstrzygniętą w końcu wojnę. Kolejne lata stały pod znakiem kolejnych zaczepek strony południowej i odpowiedzi północy.

Ruch Ansar Allah „Stronnicy Boga” jak w zasadzie powinno się nazywać Ruch Hutich  pierwsze działania  podjął już w 2004 roku. Złożony jest on ze stanowiącej 40 % obywateli Jemenu mniejszości Zajdytów- umiarkowanego odłamu szyitów, których imamowie rządzili na północy do 1962 roku.   Była to między innymi reakcja  na rosnące wpływy salafitów i wahabitów sponsorowanych przez Arabię Saudyjską od lat 90 – tych, co było zresztą kolejnym przejawem wspierania sunnitów przez sąsiada po 1994 roku i wsparciu dla aspiracji sunnickiego południa do autonomii. Co prawda do 2011 roku intensywność walk na terenach jemeńskich była dość niska i niewyróżniająca kraju wśród innych pozostających w fatalnej sytuacji gospodarczej.

Arabska wiosna, a po niej krwawa jesień

Niewielu pewnie przypuszczało, że wydarzenia w Tunezji zakończone obaleniem byłego reżimu w grudniu 2010 roku staną się właśnie tą iskrą, która już na dobre spali względny ład reżimowych państw arabskich. Tak jak w Libii i w Syrii, tak też w Jemenie wybuchły protesty przeciwko reżimowi al Saleha. Początkowo były jedynie protestem wobec korupcji i złej sytuacji w kraju, ale sytuacja zmieniła się, gdy w marcu 2011 snajperzy prezydenta zabili 50 protestujących. Zwieńczeniem tego pierwszego etapu konfliktu był atak rakietowy na pałac prezydencki w wyniku, którego Saleh został ranny i uciekł do Rijadu jednocześnie  przekazując władze byłemu wiceprezydentowi Abd Rabboh Mansur Hadiemu, który do dziś jest uznaną przez społeczność międzynarodową głową państwa Jemen. Był to jednak jedynie wstęp  do konfliktu.

Wojna domowa czy proxy war

Wraz ze wstąpieniem Hadiego na fotel prezydencki konflikt zdawał się być chwilowo zażegnany, napięcie jednak nadal rosło. Huti i spragnione podziału kraju plemiona południa zbojkotowały wybór Hadiego. W 2012 roku Huti zajęli większość terytorium północnego Jemenu. Obniżenie przez Hadiego dotacji do paliwa spowodowało wzrost poparcia dla zajdyckich rebeliantów. Ci zaś, zasileni przez szarych, ale wściekłych obywateli zdobyli Sanę, (co uważa się, za początek wojny domowej), a po spostrzeżeniu, że przejęcie wojska i zajęcie miasta nie przekłada się na zmianę polityki Hadiego (dążącej do podziału Jemenu nie na 2, ale na 6 części) zajęli również pałac prezydencki i doprowadzili 22 stycznia 2015 roku do dymisji prezydenta. Następnie Huti zawiązali tymczasowy parlament oraz Komitet Rewolucyjny na czele z ich przywódcą Muhammadem Ali al – Huti, co jak można się domyślać nie spodobało się przedstawicielom południa. Wobec ich protestów Hadi wycofał dymisję, poparł Ruch Południa, co potwierdziła rezolucja Rady Bezpieczenstwa ONZ potępiająca rebeliantów. Gdy w marcu Huti zdobyli Aden, w którym dotychczas chronił się Hadi, uciekł on do Arabii Saudyjskiej.  Ta zaś od razu po jego przybyciu zorganizowała wymierzoną przeciw rebeliantom (przynajmniej teoretycznie) zbrojną interwencję stając na czele koalicji 10 państw arabskich wspieranych przez USA, Francję i Wielką Brytanię.

Arabia Saudyjska narratorem konfliktu

Możliwe, że dla usprawiedliwienia swoich późniejszych działań Arabia Saudyjska popierająca prezydenta Hadiego stworzyła narrację przedstawiającą konflikt w Jemenie jako Proxy War szyickiego Iranu. Według niej Teheran wspierając szyickich Hutich, chce osłabić pozycję sunnickiej Arabii Saudyjskiej i nie dopuścić do wzrostu jej potęgi w regionie po przejęciu kontroli nad Jemenem. Choć działania Iranu nie wskazują na jego wielką zażyłość z ruchem Hutich trudno jednoznacznie określić prawdziwą naturę tych relacji. Mogą być one ograniczane strachem przed pogorszeniem do tej pory ocieplających się stosunków z Zachodem. Co więcej stanowiący ugrupowanie Zajdyci są odłamem szyizmu dość bliskim sunnizmowi i występującym jedynie na terenie Jemenu.

Bardziej możliwa zdaje się, w obliczu działań Rijadu, chęć Arabii Saudyjskiej do sprowokowania Iranu, którego pozycja wraz z lepszymi stosunkami z Zachodem będzie się umacniać. Prawdopodobna też jest próba wykorzystania przez Arabię Saudyjską okazji do spełnienia swoich mocarstwowych ambicji kosztem słabego i targanego wewnętrznymi konfliktami Jemenu. Niektórzy komentatorzy porównują jej działania do działań Federacji Rosyjskiej prowadzonych na Ukrainie. W takim przypadku, niczym dziwnym jest propagowanie przez Rijad wspomnianej narracji, gdyż odwraca ona uwagę USA, swojego wieloletniego sojusznika, od własnych działań wykorzystując ciągły brak zaufania Waszyngtonu do Teheranu. Kolejną równie prawdopodobną opcją jest brak zrozumienia przez Arabię sytuacji w Jemenie, jego wewnętrznych podziałów i motywacji poszczególnych grup, percepcja w makroskali, charakterystyczna dla dużych państw, węszących w często rodzimych konfliktach działań wrogiego sobie państwa (tzw. pułapka wielkiej strategii).

Zaostrzenie konfliktu

Wracając jednak do wspomnianej operacji Arabii Saudyjskiej przyniosła ona z początku zamierzone skutki i w wyniku operacji Golden Arrow w lipcu 2015 roku udało się odbić z rąk Hutich Aden, a wyniku operacji Decisive Storm znacząco osłabiać siły Hutich przez bombardowania oraz blokadę morską. Ta ostatnia  uderzyła niestety głównie w ludność cywilną, gdyż drogą morską docierało 80% importowanej do Jemenu żywności. Po zdobyciu Adenu, z pomocą ONZ udało się doprowadzić do odbytych w Kuwejcie w kwietniu 2016 roku rozmów pokojowych między koalicją wspierającą prezydenta Hadiego a Ruchem Huti i wspierającym go byłym prezydentem Salehem. Te jednak zostały przerwane w wyniku utworzenia przez rebeliantów rady rządzącej. Wznowione ze zdwojoną siłą naloty Arabii Saudyjskiej najbardziej uderzyły oczywiście cywilów.

Może troska o cywilów, choć prawdopodobniej zmysł polityczny, doprowadził popierającego do tej pory Hutich ex prezydenta Saleha do telewizyjnego przemówienia z dnia 2 grudnia 2017 roku, podczas którego ogłosił otwartość na rozmowy pokojowe pod warunkiem zaprzestania przez wrogów nalotów i zakończenia blokady morskiej. Wynik tego działania nie był jednak dla Saleha pomyślny, gdyż Huti uznali go za zdrajcę i zamordowali po kilku dniach.

Wojna na wyczerpanie przeciwnika

Według starszego analityka Jamestown Foundation Michaela Hortona Arabia Saudyjska „nie jest w stanie przeprowadzić totalnej inwazji naziemnej, która jest konieczna do pokonania Huti”. To zaś na pewno wpływa na nieustające bombardowania, które nasiliły się wraz z zamordowaniem Saleha i obróceniem się jego zwolenników przeciwko rebeliantom. Jak pisze Hubert Świętek, analityk PISM – narracja Rijadu stanie się samospełniającą przepowiednią – pozostający w tragicznej sytuacji Huti zwrócą się o pomoc do Iranu, który ostatecznie takiej im udzieli. Choć USA i ONZ wzywają do zaprzestania wojny to jednak państwa UE czy Wielka Brytania wciąż dostarczają koalicji Hadiego broni. Jako iż ma on uznanie międzynarodowe sprzedaż działanie te są legalne.

Kolejny gracz na polu bitwy

W wyniku pogarszających się nadal warunków życia jemeńskiej społeczności, a co za tym idzie jej radykalizacją widoczny jest wzrost znaczenia grup ekstremistycznych. Mowa o Al – Kaidzie Półwyspu Arabskiego (AQAP) i  tzw. Państwie Islamskim, choć na terenie Jemenu większą rolę odgrywa to pierwsze terrorystyczne ugrupowanie. Wykorzystując zamieszanie siły AQAP opanowują południowe tereny Jemenu czyniąc ten kraj najistotniejszym polem walki w skali globalnej działalności Al – Kaidy. Plemiona Huti uważają AQAP za jednego z koalicjantów prezydenta Hadiego. Natomiast tzw. Państwo Islamskie zaczęło tworzyć swoje bazy w Jemenie w 2014 roku i to ono przeprowadziło 20 marca 2015 roku najkrwawszy zamach w historii kraju na szyicki meczet w Sanie, w którego wyniku zginęło około 150 osób.

Sytuacja ludności cywilnej

Wg. raportu dziennikarzy Paris Match na terenach zajętych przez Huti  panuje ciężka sytuacja – na przykład w zajmowanej przez ich bojowników Sanie aresztowania i zabójstwa są na porządku dziennym, za to łatwiej niż w pozostałych częściach kraju znaleźć tam lekarza czy oddać dzieci do szkoły – w tych jednak głównie będą uczyć się Koranu. Kobiety, a właściwie dziewczynki od 8 roku życia chodzą tam w burkach, chłopcy zaś często w wieku kilkunastu lat wyposażani są w broń i szkoleni do walki. W całym zaś kraju sytuacja humanitarna według raportów ONZ i WHO przypomina tę w Syrii. W wyniku blokad morskich brakuje żywności oraz podstawowej infrastruktury sanitarnej co z kolei przyczyniło się do epidemii cholery, która zbiera w kraju śmiertelne żniwo od 2016 roku. Już pod koniec 2017 roku na cholerę zachorowało ponad milion osób, a tysiące zmarło.

Choć sytuacja cywilów od ubiegłego roku uległa polepszeniu, to nadal jest fatalna. W marcu 2017 roku ONZ ostrzegało, że 19 mln ludzi w Jemenie potrzebuje pomocy humanitarnej, a 7 mln nie wie, kiedy będą mogli zjeść następny posiłek. Jak pisze Agnieszka Zagner na swoim blogu w ramach portalu Polityki, największego problemu nie stanowią pieniądze, a raczej trudności w przedostaniu się przez zaminowane tereny i przetaczające się fronty do potrzebujących. Mimo tego m.in. we wspomnianej wcześniej Sanie leżącej na północy kraju pracują już chętni Lakarze bez Granic. Udzielaniu pomocy humanitarnej na pewno nie pomaga pokrętna działalność Rijadu, który mimo, iż zapewniał, że blokady nie wpłyną na jej dostarczanie, wysłane przez Czerwony Krzyż tabletki z chlorem, przynajmniej do końca 2018 roku nie zostaną przekazane na jemeńskie tereny. Według najnowszych raportów ONZ i WHO szalejąca epidemia cholery zaraziła już 800 tys osób, a zabiła ponad 2 tys. W okolicach Sany i Maribu najwięcej osób ginie jednak przez miny. Ponad trzy czwarte Jemeńczyków potrzebuje wsparcia humanitarnego, w tym aż 11 mln dzieci (czyli prawie wszystkie), a 3 mln Jemeńczyków uciekło z kraju .

Kolejne dzieci wojny

To jednak dzieci, tak jak i w Syrii, są największymi poszkodowanymi, a już w czasie trwania wojny wg raportu UNICEF-u urodziły się ich kolejne 3 miliony. Średnio ponad 100 dzieci umiera każdego dnia. Blisko 1,8 mln jest niedożywionych,  w tym niemal 400 tyś. walczy o życie z powodu skrajnego niedożywienia. Prawie 2 mln dzieci nie chodzi do szkoły, a wiele budynków szkolnych zostało zniszczonych. Populacja Jemenu dramatycznie potrzebuje pomocy humanitarnej. Bez pomocy oraz rozwiązania konfliktu z tych dzieci, które przeżyją wyrośnie pokolenie wychowane wśród krwi. Czy chcemy by w jej kolorach widziały dopiero poznawany przez nie świat?

Maria Jazdon

Logo SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych SGH to organizacja zrzeszająca studentów wszystkich warszawskich uczelni interesujących się szeroko rozumianymi stosunkami międzynarodowymi, geopolityką i dyplomacją. Od momentu swojego założenia w 2000 roku SKN SZ rozwinęło się w dynamiczną organizacje której projekty należą do najbardziej prestiżowych na uczelni np. Akcja Dyplomacja- cykl studyjnych spotkań w ambasadach prawie 80 krajów lub POLMUN – największa i najbardziej znana akademicka symulacja Narodów Zjednoczonych w Polsce. Oprócz tego SKN organizuje liczne prelekcje, wykłady i konferencje mające na celu przybliżenie studentom niuansów dyplomacji i geopolityki.

Comments are closed.