Klucz do Bałkanów

Klucz do Bałkanów

Macedonia – źródłosłów francuskiej macedoine (sałatka lub zbieranina) – symbolizuje główną chorobę Bałkanów: sprzeczne marzenia o utraconym imperium. Robert D. Kaplan „Bałkańskie upiory, podróż przez historię”

Do niedawna wzmianki o Macedonii pojawiały się w mediach nieczęsto, a już na pewno rzadziej, niż o sąsiadujących z nią Grecji, Serbii czy Albanii. Starsze pokolenia mogą pamiętać jeszcze trzęsienie ziemi z 1963 roku, które pogrążyło większą część stolicy Skopje pod gruzami i odebrało życie ponad 1200 osób. Młodsze o Macedonii mogły usłyszeć przy okazji protestów antyrządowych z 2016 roku. Ostatnio jednak za sprawą ponownego wznowienia zamrożonego od przeszło 10 lat konfliktu z Grecją o nazwę tego państwa wielkości województwa lubelskiego i populacji kujawsko – pomorskiego zrobiło się głośniej, niż kiedykolwiek. I dobrze, bo Republika Macedonii, jak i sama kraina Macedonia są kluczem do zrozumienia Bałkanów, które zdobywają coraz większe znaczenie na arenie międzynarodowej.

FYROM, Macedonia czy może Północna Macedonia?

Z początkiem maja br. do opinii publicznej doszły informacje o zawarciu przez premiera Macedonii Zorana Zaewa i premiera Grecji Aleksisa Tsiprasa porozumienia dotyczącego zmiany nazwy Republiki Macedonii. Zostało to zatwierdzone w czerwcu, a nowa nazwa ma brzmieć Republika Macedonii Północnej. Ta decyzja po jednej i po drugiej stronie macedońsko-greckiej granicy stała się przyczyną protestów. Macedońskim nacjonalistom i konserwatystom nie podoba się ingerencja obcego kraju. Jak zauważył Tomasz Żornaczuk z PISM-u podczas wywiadu dla Polskiego Radia 24, ich antypatie podpalają dodatkowo opłacani z Moskwy wysłannicy. Jaki interes ma w tym Moskwa? Zmiana nazwy kraju po objęciu rządów przez lewicowo-demokratyczne ugrupowanie usunęłaby  jedną z podstawowych przeszkód kraju na drodze akcesji do Unii Europejskiej. Przez ostatnich 10 lat  rząd grecki skutecznie ją blokował  motywowany szeroko rozumianą “dumą narodową” właśnie ze względu na spór o nazwę.

Greccy nacjonaliści, a w szczególności mieszkańcy północnej części Grecji (która również nazywa się Macedonią) żądają usunięcia z nazwy północnego sąsiada jakiegokolwiek nawiązania do starożytnej krainy. Gdyby nie brać pod uwagę bałkańskich namiętności, wymienione w podtytule nazwy, choć inaczej brzmiące, w zasadzie znaczą prawie to samo i trudno zrozumieć dlaczego zmiana jednej na drugą może wywołać takie poruszenie.

Obecna w większości mediów odpowiedź na to pytanie nie wydaje się wyczerpywać tematu. Zakłada ona, iż mieszkańców Grecji niezwykle oburza historyczne naciągnięcie na jakie pozwolili sobie ich północni sąsiedzi, nawiązując i w nazwie kraju i w architekturze (szczególnie skopijskiej) do kolebki imperium Aleksandra Macedońskiego. Uważają oni, że  tym samym Macedończycy przywłaszczyli sobie część ich kulturowego dziedzictwa. I choć prawdą jest, że najważniejsze ośrodki starożytnej Macedonii istniały na terenie współczesnej Grecji, oraz że kraina geograficzna zwana Macedonią leży tylko w 40% na terenie Republiki Macedonii, to upór Grecji wydaje się nieproporcjonalny do potencjalnych korzyści wynikających dla niej ze zmiany nazwy przez sąsiada Zdaje się to powodem niewystarczającym i nie aż tak istotnym, by od czasu powstania niepodległego państwa Republiki Macedonii konflikt ten pozostawał żywy. Po wniknięciu głębiej w problem okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, a znaczący udział mają w niej wspomniane „bałkańskie upiory”.

 

„RĘKA SIĘGAJĄCA KU DZIEDZINIE GWIAZD”

Perspektywa Macedońska

Aby zrozumieć naturę konfliktu trzeba wpierw zrozumieć kim są dzisiejszy Macedończycy. Niestety odpowiedź na to pytanie najlepiej wyjaśnia dlaczego od nazwy tej krainy powstało francuskie słowo „sałatka”.

W  czasach antycznych Macedonia była zajmowana głównie przez plemiona greckich Dorów, które w epoce hellenistycznej wymieszały się również z innymi ludami. Wraz z nadejściem średniowiecza oraz wędrówki ludów przybyli na te ziemie Słowianie, Arabowie, a nawet Normanowie. Nad wszystkimi ludami rozpościerało się zaś greckojęzyczne Bizancjum, pod którym nieustannie zmieniali się panujący. Wśród tych ostatnich wyróżnił się serb Stefan Duszan, który mianował się carem tych ziem w czasie świetności średniowiecznej Serbii. Po zwycięstwie Turków nad Serbami podczas bitwy na Kosowym Polu Macedonia przez 3 wieki korzystała ze względnego spokoju imperium, a Skopje nazywane było nawet  „imperium osmańskim w miniaturze”. To jednak, jak i inne imperia, zaczęło chwiać się w posadach w XIX  wieku.

Bałkańskie przesilenie

Ład zachwiało greckie powstanie z 1822 roku, po którym Sułtan kazał wymordować grecką ludność krainy południowej Macedonii (okolice Salonik), umyślnie zmieniając proporcje demograficzne, co odbija się słabym echem nawet w dzisiejszym konflikcie. Najbardziej decydujące dla późniejszej historii tego rejonu były postanowienia kończącego wojnę rosyjsko-turecką pokoju w San Stefano z 1878 r. i ich rewizja na kongresie berlińskim. Na mocy postanowień pierwszego z nich tereny całej historycznej krainy Macedonii miały przypaść nowopowstałemu Księstwu Bułgarii, które nominalnie wciąż pozostawało pod turecką zwierzchnością. To posunięcie całkiem dobrze odzwierciedlało rzeczywisty dominujący nacjonalizm tych terenów, gdyż w owym czasie największą siłę przebicia posiadali bułgarofile.

Powstanie wielkiego kraju pod rosyjskim wpływem nie mogło jednak pozostać obojętne dla  Niemiec, Anglii czy Austrowęgier. Na podstawie kongresu berlińskiego utrzymano wprawdzie decyzję o powstaniu Bułgarii. Nowy kraj miał jednak obejmować jedynie skrawek terenów, które przyznano mu jeszcze trzy miesiące wcześniej. Kraina Macedonii znowu przypadła Osmanom. Wygasł również nakaz ewakuacji tureckiego wojska z tych terenów, co wywołało prowadzoną przez wojsko orgię przemocy. Oddziały mściły się na bułgarofilach morderstwami i gwałtami, którym mieszkańcy m.in. Ochrydy, dzisiejszego kurortu, nie byli dłużni. W międzyczasie prawa do ziem macedońskich rościła sobie jeszcze Grecja i Serbia. „Sałatka” stała się wówczas również poletkiem do gry wrogich wywiadów prowadzących akcje propagandowe.

Etniczni Macedończycy?

Trudno zaznaczyć to na osi czasu, ale kiedyś w tych zagmatwanych latach pojawiła się wśród mieszkańców dzisiejszej Republiki Macedonii chęć samostanowienia. Niełatwo mówić o Macedończykach jako o grupie etnicznej, lepiej chyba mówić tak naprawdę o dość złożonej społeczności, którą połączyła ziemia, kultura i chęć spokoju, posiadania własnego poletka, na którym zdąży coś wyrosnąć zanim rozkopią je kopyta koni kolejnego wojska. Wg Roberta Kaplana najbliżej im  do Bułgarów i pod względem języka i religii, ale i to nie jest tak oczywiste. Nawet jednego z głównych bohaterów macedońskich nacjonalistów, który nazywał się Goce Dełczew, a którego grób znajduje się w Skopje, bułgarscy nacjonaliści uważają za ich bohatera, a sama Republika, to również dla niektórych tylko „Zachodnia Bułgaria”. Te sprzeczne marzenia i sposób postrzegania historii uwydatniły się w czasie rozpadu Jugosławii, gdy nowopowstała Republika Macedonii z jednej strony oburzała Greków i Bułgarów, z drugiej zaś strony nie zadowalała wszystkich Macedończyków wskazujących na żywe „macedonizmy” właśnie w obu tych państwach i postulująca przyłączenie jeszcze kilku połaci ziemi.

W tym czasie zaczęły powstawać też opasłe tomy książek propagujących odkryty na nowo język macedoński. Jak pisze Robert Kaplan, na północnogreckich murach zaczęły pojawiać się napisy „Sołuń jest nasz” (Sołuń to słowiańska nazwa Salonik), a przed nimi promacedonskie protesty. Ostatecznie jednak władze Macedonii zrezygnowały ze wszelkich roszczeń terytorialnych, a skupiły się na szukaniu narodowej legendy, tego, co mogłoby pomóc utrzymać się temu małemu państwu. Najmniej dzielącym obywateli, najbardziej uniwersalnym, a zarazem wystarczająco potężnym mitem założycielskim by typowo jugosławiańskie ambicje mogły zostać zaspokojone, okazało się Imperium Aleksandra Wielkiego i tradycje hellenistyczne.

Na tej bazie wybrano flagę nawiązującą do starożytnej Macedonii oraz rozpoczęto plan przebudowy Skopje, który zaobfitował mnóstwem absurdalnych pomników stojących na każdym kroku, w tym ponad dwudziestometrowym monumentem-fontanną Aleksandra na Bucefale, czy wzorowanymi na antyczne budynkami administracji państwowej. To wszystko sprawia, że miasto wygląda jak wioska potiomkinowska, ale nie zdaje się jakkolwiek zagrażać Helladzie. Tym bardziej, że Macedończycy mają jeszcze kłopot z mniejszością albańską, która stanowi już ok. 26 % obywateli tego państwa.

 

GRECJA JAKIEJ NIE ZNAMY

Perspektywa grecka

W wyniku promowania Grecji jako kraju urlopów, pięknych plaż i wysp często mylnie postrzega się ją głównie przez pryzmat jej antycznej historii, filozofii. Kraj, mimo potyczek związanych z kryzysem zadłużeniowym (który oficjalnie zakończył się w sierpniu), nadal może jawić się jako ostoja rozumu i ogłady na półwyspie bałkańskim. Tymczasem współcześni Grecy mają często tyle wspólnego z Arystotelesem, co Macedończycy z Aleksandrem, a główną rolę przy budowaniu greckiej tożsamości wg Johna Reeda czy Roberta Kaplana odegrało Bizancjum. Dlatego błędem też zdają się też próby zrozumienia zachowania władz i ludu Grecji w sposób racjonalny. Nie bez powodu Grecję nazywano przez lata „narzeczoną zachodu, kochanką wschodu”. Choć Grecy chętnie korzystają z turystycznej popularności antycznych ruin i dorobku, w gruncie rzeczy sami siebie łączą bardziej z Bizancjum – bądź co bądź greckojęzycznym. Jak wskazuje Kaplan to właśnie ta część greckiej mentalności popchnęła Lorda Byrona, który znawców epoki klasycznej nazywał „starymi zniewieściałymi piernikami” do udziału w greckim powstaniu przeciw Turkom. To właśnie te cechy wybrzmiewają teraz w konflikcie.

Tak jak Macedończycy nagle uczepili się Aleksandra Wielkiego, próbując się na nowo zdefiniować, tak też Grecy postanowili użyć przeciwko nim ich własnego narzędzia. Nie tłumaczy to jednak tej zajadłości, która wynika, jak często bywa na Bałkanach, z imperialnego patrzenia na swój kraj. Dla wielu Greków, to oni właśnie jako jedyni i najdoskonalej stanowią przedłużenie Bizancjum. Trudno usłyszeć też z ich ust nazwę Stambuł. Wielu z nich traktuje były Konstantynopol jako jedną z części straconego imperium, a fakt, że Hagie Sofię zmieniono na tureckie muzeum z dużym wzburzeniem. W momencie takiego postrzegania rzeczywistości Grecy również czują się obdarci ze swojej historii i swojego dziedzictwa, dlatego tak histerycznie przyjmują jakiekolwiek zagrożenie mogące naruszyć z ich punktu widzenia i tak naruszone granice.

Tam, gdzie UE jawi się rajem

Jak pisał w czerwcowym numerze Plusa Minusa Dariusz Kałan, w obliczu kryzysu migracyjnego, Brexitu i głośnych narzekań na europejskich biurokratów Unia Europejska coraz rzadziej jest postrzegana w północnej i zachodniej Europie za krainę dobrobytu i zgodności. Inaczej jest na Bałkanach Zachodnich, gdzie UE nadal wydaje się krainą szczęśliwości i spełniających się marzeń. Chęć przystąpienia do UE jest również często jedną z niewielu spraw, które łączą społeczności krajów takich jak Albania, Serbia, Bośnia i Hercegowina czy właśnie Macedonia, gdzie poparcie dla pomysłu wstąpienia do Unii wciąż wynosi około 70 – 75 procent, choć ostatnimi czasy spada. Sama zaś Unia zdaje się traktować Bałkany „po macoszemu”, a mieszkańcy krajów pozostających poza wspólnotą powoli zaczynają tracić wiarę, w to, że ich los się odmieni. To zaś może poskutkować niebezpiecznym zwrotem w stronę Rosji, albo i Turcji. Tym bardziej, że rosyjski niedźwiedź zdaje się lepiej orientować w bałkańskiej historii i namiętnościach, niż zajęta swoimi problemami Unia. Postawa przedstawicieli Unii jest poniekąd zrozumiała – w lipcu Financial Times przytaczał apel Emmanuela Macrona, którego zdaniem unijnym priorytetem powinno stać się zażeganie problemów wewnętrznych, a dopiero potem myślenie o rozszerzaniu wspólnoty.

Naiwnym jednak zdaje się zachodnioeuropejskie przekonanie, że jeszcze nieprzyjęte kraje bałkańskie wiecznie będą czekały na swoją kolej – już w 2015 roku Ziemowit Szczerek pisał dla tygodnika „Polityka” o narastającej w tych krajach frustracji, nasilającej się dodatkowo przez oglądanie rozwoju przyjętych już do Unii sąsiadów. Spada wśród nich również motywacja do przeprowadzania reform, co wykorzystuje Rosja, w której interesie jest zamrażanie konfliktów, tak, by Bałkany stały się pasem krajów militarnie neutralnych, tzn. niezagrażających dalszym posunięciom Rosji. Jak również swego czasu pisał Szczerek „w lukę po Europie próbują wpasować się Turcy. Dla nich Bałkany są tym, czym dla Rosji jest Ukraina. Po pierwsze: lądowym pomostem do Europy, po drugie – polem dawnej kulturowej i cywilizacyjnej ekspansji.”

Jeżeli Unia Europejska nie chce by kocioł bałkański znowu wykipiał – a dla niej właśnie miałoby to najgorsze konsekwencje – musi podjąć bardziej zdecydowane działania, a nie tylko ich kolejne zapowiedzi jak podczas szczytu w Sofii w maju br. Przede wszystkim zaś musi zacząć traktować swoich potencjalnych bałkańskich partnerów poważnie, a w ich historię i namiętności starannie zgłębiać, gdyż jak widać na przykładzie Grecji i Macedonii te są wciąż żywe i odgrywają doniosłą rolę w lokalnej polityce.

Maria Jazdon

 

Logo SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych SGH to organizacja zrzeszająca studentów wszystkich warszawskich uczelni interesujących się szeroko rozumianymi stosunkami międzynarodowymi, geopolityką i dyplomacją. Od momentu swojego założenia w 2000 roku SKN SZ rozwinęło się w dynamiczną organizacje której projekty należą do najbardziej prestiżowych na uczelni np. Akcja Dyplomacja- cykl studyjnych spotkań w ambasadach prawie 80 krajów lub POLMUN – największa i najbardziej znana akademicka symulacja Narodów Zjednoczonych w Polsce. Oprócz tego SKN organizuje liczne prelekcje, wykłady i konferencje mające na celu przybliżenie studentom niuansów dyplomacji i geopolityki.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o