Warning: Use of undefined constant REQUEST_URI - assumed 'REQUEST_URI' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/esgieha/domains/obserwatorsgh.pl/public_html/wp-content/themes/nisarg-child/functions.php on line 73
Ordem e Regresso
Ordem e Regresso

Ordem e Regresso

W ciągu kilku ostatnich lat opinia publiczna była szokowana wyznaniami prezydenta Filipin Rodrigo Duterte, który ze spokojem opowiadał o konieczności mordowania osób zażywających narkotyki, otwierała szeroko oczy obserwując poczynania tureckiego prezydenta Erdogana przemawiającego do Kurdów za pomocą czołgów. Jednak teraz, kiedy Jair Bolsonaro został nowym prezydentem czwartej demokracji świata radykalizm jego wypowiedzi sprawia, że określenie miękki autorytaryzm może szybko usiąść na ławce zastąpione przez pełnokrwistą despotię wuefisty z żyłką do sadyzmu.


Nie będzie już więcej flirtowania z socjalizmem, komunizmem, populizmem i lewicowym ekstremizmem 


Jairo Bolsonaro, nowy prezydent Brazylii, populista i prawicowy ekstremista tuż po ogłoszeniu wyników II tury wyborów.

Wspomniany wyżej polityk został już ochrzczony przez media latynoskim Trumpem i faktycznie z lokatorem Białego Domu łączy go wiele wspólnych cech. Znajdziemy w nim jednak również fascynację ale znacznie mroczniejszymi postaciami ze świata polityki. W osobie Bolsonaro łączą się entuzjazm dla tortur, militaryzm, kult bezwzględnej siły, autorytaryzm i pogarda dla słabszych, homofobia, mizoginia i rasizm. Zresztą nikt nie odda lepiej powagi sytuacji niż sam kandydat:


Nie zasługuje na to, żeby ją zgwałcić, bo jest beznadziejna i strasznie brzydka
 – o deputowanej w Izbie Reprezentantów podczas debaty o prawach kobiet.


Nie grozi mi to, bo moi synowie zostali dobrze wychowani i nie żyli w środowisku, w którym ty niestety się obracasz.

Na pytanie co by zrobił gdyby jego synowie zakochali się w czarnoskórej kobiecie


Głosowaniem nic w tym kraju nie zmienisz […] niestety zmienić coś uda się tylko wtedy, gdy ruszymy na wojnę domową i odwalimy robotę, której rządy wojskowe nie zrobiły zabijając jakieś 30 tys. osób […]. Jeśli zginą jacyś niewinni ludzie, to trudno, na wojnie zawsze jacyś giną

Bolsonaro nawołuje wyborców do ,,wzięcia sprawy w swoje ręce”. Z pasją opowiada o polowaniach na intelektualistów i artystów występujących przeciw jego kandydaturze. Nienawistna retoryka zbiera krwawe żniwo. Dzień po I turze wyborów, zamordowany został mistrz capoeiry (tańca symulującego walkę) – Romualdo Rosário da Costa. Zadeklarował że oddał głos na Fernando Haddada z Partii Robotników (PT), przeciwnika Bolsonaro w drugiej turze wyborów. Na te słowa, zwolennik prawicowego ekstremisty nie wytrzymał. Wrócił po godzinie z nożem, którym zadał da Coscie 12 ciosów w korpus. Na krótko przed głosowaniem dziewczyna w tęczowej koszulce została brutalnie pobita, a na klatce piersiowej wyryto jej nożem do tapet swastykę. Brutalizacja postępuje, a Brazylijczycy boją się otwarcie mówić o polityce.

Skąd popyt na autokratę?

Podczas 14 letnich rządów partii  socjalistycznej (2002-2016) zrealizowano dziesiątki programów społecznych, Brazylia była stawiana za przykład walki z  wykluczeniem. W ich wyniku ponad 40 milionów ludzi zaczęło stawać na nogi zabezpieczając podstawowe potrzeby egzystencji. Brazylijska gospodarka była latynoamerykańskim tygrysem, rosnąć średnio o 5% w skali roku. W Sao Paulo i Rio rozpoczynały się kolejne spektakularne kariery rekinów biznesu. Lewicowy prezydent Inácio Lula da Silva rządzący w latach 2002-2010, kończąc kadencję miał 70% poparcie, a jego następczyni – Dilma Rousseff gładko zwyciężyła wybory w 2014 roku. Grupy wcześniej zmarginalizowane – czarnoskóre samotne matki żyjące w fawelach Rio, spauperyzowani farmerzy na północy kraju, mniejszości seksualne – wreszcie zaczęły być słyszane, a ich interesy reprezentowane. Jednak brazylijski karnawał nie trwał wiecznie, jeśli gospodarka czasów Luli była jak tancerka samby, tak za Rousseff  przypomina bardziej nastolatka z przeprostem kolan na kolonijnej dyskotece w Rogowie. Aspiracje rozbudzone przez sukcesy lulizmu zostały brutalnie zgładzone przez recesję w 2013 roku.

Wzrost gospodarczy w Brazylii w latach 2013-2018; źródło: tradingeconomics.com

Żeby zrozumieć fenomen Jaira Bolsonaro trzeba przeanalizować kilka czynników wpływających na szybką radykalizację życia politycznego w Brazylii. Kryzys gospodarczy, który zakończył czasy prosperity, został wywołany spadkiem cen surowców na światowych rynkach (gospodarka od wieków cierpi na uzależnienie od zewnętrznego popytu, najważniejsze produkty eksportowe to ropa, soja, mięso i żelazo) oraz niesamowicie wysokimi stopami procentowymi, które duszą konsumpcję wewnętrzną. Kwantyfikatorem który przyśpieszył rozkład spokoju społecznego był wielki skandal korupcyjny w Petrobrasie, największej państwowej firmie naftowej. W dalszym toku postaram się wykazać jak oligarchia chcąc zakończyć rządy PT (Partii Robotników), wykorzystała wpływy medialne i sądowe do zrujnowania dobrego imienia prezydenta Luli i zarazem całej formacji. Postaram się wyjaśnić dlaczego z przyczyn pozaekonomicznych klasa średnia zdecydowała się masowo udzielić wsparcia Bolsonaro i jak ważna w kampanii była kwestia poczucia bezpieczeństwa. Wreszcie jak stosując wachlarz środków podobnych do ruchów populistycznych w Stanach i Europie Bolsonaro wywindował się na szczyt rankingów poparcia.

500 letni karnawał bogatych i pół wieku nędzy wykluczonych

Brazylia jest powszechnie kojarzona z Górą Cukrową, statuą Jezusa w Rio, karnawałem i reprezentacją Canarinhos w piłce nożnej. Jednak ten rajski obraz niewiele mówi o wielkich nierównościach społecznych w kraju Pelego. Żeby zrozumieć przyczyny tak wielkiego rozwarstwienia trzeba cofnąć się aż do czasów Pedro Cabrala, który w 1500 roku postawił stopę na brazylijskiej ziemi, jednocześnie wbijając w nią portugalską flagę.

Czasy kolonii to dominacja metropolii wysyłającej swoich intendentów do zarządzania ogromnym terytorium i rzeszami afrykańskich niewolników. Całe bogactwo praktycznie skupiało się w rękach wąskiej grupy właścicieli ziemi. Ten model gospodarki na stałe wpisał się w strukturę ekonomiczną kraju, a soja i wołowina do dziś stanowią podstawowe produkty eksportowe. W kolejnych wiekach następująco po sobie, trwała gorączka złota, okres absolutnej dominacji kawy (Brazylia w pewnym momencie odpowiadała za 90% światowej produkcji), amazońskiego kauczuku, wreszcie w XX wieku ropy naftowej. Wszystkie te przedsięwzięcia były kontrolowane i finansowane przez potomków portugalskich donów. W XIX wieku (zwłaszcza w II połowie) powstały nowe miasta, a stare rozkwitnęły dzięki europejskiej imigracji. Włosi, Niemcy i Polacy zbudowali podwaliny brazylijskiego proletariatu –  przyszłej klasy średniej, a posiadający kapitał wszedł w mariaże z lokalną oligarchią budując imperia finansowe, które do dziś rządzą krajem

Fawele na przemieściach Sao Paulo

Jednocześnie mechanizacja rolnictwa, zastosowanie intensywnych metod uprawy i hodowli uczynił miliony wyzwolonych, czarnoskórych niewolników zbędnymi. W drugiej połowie XX wieku wewnętrzna migracja doprowadziła do skrajnego przepełnienia brazylijskich miast, które nie były w stanie zapewnić pracy, mieszkania i często podstawowych usług nowym mieszkańcom. Powstały fawele, wielkie dzielnice przerażającej nędzy, tereny wojen narkotykowych gangów, w których nieszczęście miała zamieszkiwać znacząca część populacji. Na początku lat sześćdziesiątych istotne programy społeczne chciał wprowadzać prezydent Joao Goulart jednak armia we współpracy z oligarchią nie pozwoliła mu na zmiany. W 1964 roku czołgi wjechały na ulice brazylijskich miast i zostały tam, aż do 1985 roku. Czasy wczesnej demokracji to walka z hiperinflacją, wysokie bezrobocie, miliony dramatów favelados ledwo wiążących koniec z końcem.

Samoograniczająca się rewolucja Luli

W 2002 roku wybory wygrywa Inácio Lula da Silva i wraz z Partią Pracujących (PT) będzie rządził do 2010 roku. Nowy prezydent sam dorastając wśród siódemki rodzeństwa, na biednej północnej prowincji, doskonale rozumiał co znaczy cierpieć głód, być bezrobotnym, dotkniętym przez przemoc domową i alkoholizm ojca. Fatalne warunki pracy naznaczyły go na całe życie, kiedy podczas pracy prasa hydrauliczna zmiażdżyła mu jeden z palców. Okres rządów Luli i jego następczyni Dilmy Rousseff (2010-2016) to czas wielkich, bezprecedensowych w skali świata programów społecznych, które wydźwignęły z biedy ponad 40 milionów osób, jednocześnie tworząc nową grupę – biedniejszą klasę średnią.

Luiz Inácio Lula da Silva

Sukcesy rządów PT są niepodważalne. Płaca wzrosła o 70%, odświeżono archaiczny system publicznej opieki zdrowotnej, powstało przeszło 20 milionów nowych miejsc w pracy, a bezrobocie spadło do rekordowej liczby 5,3%. Flagowy program dla rodzin z dziećmi- Bolsa Familia doprowadził do znaczącej poprawy sytuacji kobiet, ponieważ to one dostawały świadczenia. Otrzymywanie dotacji było zależne od spełnienia konkretnych warunków.Należało wykazać, że dzieci chodzą regularnie do szkoły, są szczepione, a kobiety w ciąży poddają się badaniom prenatalnym.

Pieniądze z ponad 150 różnych programów społecznych stanowiły doskonały impuls popytowy. Powstawały nowe punkty usługowe, upodmiotowieni gospodarczo ludzie po spełnieniu podstawowych potrzeb zaczęli masowo kupować sprzęt AGD (80% beneficjentów zakupiło lodówkę, nieco mniej pralkę) co korzystnie wpływało na gospodarkę. Brazylijska Progressive Era trwała w najlepsze, a cały kraj fascynował się karierą biznesmena i showmena Eike Batisty, który wszystkiego czego się dotknął zamieniał w złoto, żeby wreszcie dotrzeć na pozycje nr 7 listy najbogatszych ludzi na świecie Forbes’a.

Jednak w okolicach roku 2013 machina postępu zaczęła zwalniać. Zasadniczo, późniejszy kryzys tłumaczy się dwoma czynnikami – spadkiem cen surowców na światowych rynkach oraz horrendalnie wysokimi stopami procentowymi. Ropa, żelazo, soja i mięso wołowe to podstawowe towary eksportowe Brazylii. Sprawia to, iż kondycja gospodarcza kraju zależy w dużej mierze od sytuacji na rynkach surowców. Kiedy te zaczęły spadać nawet o kilkadziesiąt procent, jasne było, że brazylijska gospodarka zawyje.

Jednak może nawet istotniejszym czynnikiem jest drugi problem – lichwiarskie warunki pożyczek. Ladislau Dowbor, profesor ekonomii i doradca Luli, twierdzi, że kiedy wymienia wartości stóp procentowych w Brazylii, jego europejscy koledzy myślą, że albo słabo zna angielski i doszło do pomyłki, albo żartuje. Otóż przeciętne oprocentowanie kredytu w Europie waha się od 3 do 6%, w Brazylii to średnio 28,4%. Programy Luli dały zdolność kredytową milionom ubogich obywateli, którzy teraz chcieli finansować  marzenia pożyczkami. Szybko zaroiło się od sprzedaży ratalnych, chwilówek i parabanków. Konsekwencje były opłakane – w 2005 roku gospodarstwo domowe wydawało przeciętnie 20% zarobków na spłatę zadłużenia, w 2015 roku było to już 45%! (Obsługa długu stanowi 15,4% PKB kraju.) Cały impuls popytowy wywołany świadczeniami został zniwelowany przez spłatę lichwy. W takich warunkach żadna gospodarka nie byłaby w stanie długofalowo sprawnie funkcjonować..

W latach 2014-16 PKB per capita spadło o 10%. Obecnie bezrobocie jest już dwukrotnie wyższe niż za złotych czasów Luli, a dodatkowo spadła cena reala (brazylijska waluta) w stosunku do dolara, co uderza w posiadające oszczędności klasę średnią i oligarchię. Prezydent Rousseff od 2013 roku traciła na popularności stopniowo ograniczając rozmach kolejnych programów pomocowych. Kiedy zdecydowała się cofnąć ulgi biletowe, spotkała się z żywiołową reakcją na ulicach. Arogancja, rządzącej przez ponad dekadę Partii Pracujących zaczynała dawać o sobie znać w kolejnych przekrętach i aferach korupcyjnych, a lud oddający niemal połowę zarobków na opłacenie zobowiązań miał coraz mniej cierpliwości. Zaczął szukać winnych i prostych recept na trudne czasy.

Telenowela ,,Lava Jeto”

Kryzys finansowy to ważny, ale nie jedyny czynnik, który doprowadził do wysadzenia brazylijskiej sceny politycznej w powietrze. Dwie postaci – symbole ery postępowych przemian zostały literalnie politycznie unicestwione. Prezydent Lula da Silva od kwietnia ogląda świat przez kraty, skazany na ponad 12 lat więzienia. Zarzuty? Został oskarżony o przyjęcie łapówki w wysokości 1,2 miliona dolarów w formie nadoceanicznej willi. Formalnie właścicielem nieruchomości pozostaje firma należąca do budowlanego giganta – kompanii OAS SA. Lula miał okazjonalnie korzystać z wypoczynku w daczy, jednak zdecydowanie zaprzecza aby miało to związek z podjęciem działań na korzyść firmy. Linia obrony może brzmieć dość wątpliwie, rzecz w tym że eksprezydent został już skazany i to tylko na podstawie zeznań innych oskarżonych na fali największego antykorupcyjnego śledztwa w historii Brazylii.

Hasło Lava Jeto czyli Myjnia Samochodowa było odmieniane przez wszystkie przypadki przez krajową prasę od dobrych czterech lat. Dotyczy afery korupcyjnej w państwowym koncernie naftowym – Petrobrasie. To spółka kluczowa dla budżetu, dostarcza około 10 % PKB, kilka lat temu była warta więcej niż sam Microsoft. Firma osiągająca wyniki rzędu kilkudziesięciu miliardów rocznie okazała się zbyt wielką pokusą dla polityków zarządzających Petrobrasem. W ciągu ostatniej dekady szacuje się, że wypompowano z firmy od 2,5 do 3 miliardów dolarów. W Ameryce Łacińskiej korupcja w klasie politycznej nie jest żadnym novum, od poziomu zarządcy gminy w Amazonas po prezydentów wielkich metropolii uchodzi za integralny element krajobrazu. W przypadku Petrobrasu opinia publiczna nie wytrzymała, przekroczono granice akceptacji obywateli, którzy ze zrezygnowaniem kręcili głową przyznając, że faktycznie wszyscy kradną, czasem mniej, czasem więcej.

Dilma Rousseff z Lulą

O tym jak wielki był układ najlepiej świadczy liczba zarzutów i skazanych wśród Izby Reprezentantów (niższa izba parlamentu). Tygodnik Piaui podał informację według której na 513 głosujących pod wnioskiem impeachmentu prezydent Rousseff, 299 ma zarzuty, a kolejnych 76 zostało już skazanych. Sam przewodniczący Izby, Eduardo Cunha zyskał już miano lidera rywalizacji na lepkość rąk. Obecnie znajduje się w areszcie czekając na następny proces. Symboliczne jest to, że ten człowiek dotknął pierwszy klocek który zakończył się dominem usunięcia Rousseff ze stanowiska. Jak zaznacza wielu obserwatorów, Brazylijczycy odczuwają emocje polityczne w kategoriach telenoweli. Zarysowany grubą kreską pojedynek dobra ze złem, motyw winy i kary, zło ostatecznie ponosi porażkę z rąk prawego męża. W konkursie na dobrego kowboja długo przewodził sędzia prowadzący śledztwo Lava Jeto – Sergio Moro. To on skazuje Lulę na 9 lat i 3 miesiące pozbawienia wolności na podstawie zeznań Marcelo Odebrachta, magnata finansowego skazanego na 19 lat więzienia (za współpracę otrzymał złagodzenie wyroku).

Dyskretna rewolta burżuazji

Jedną z największych zdobyczy śledczych jest lista 316 nazwisk polityków znaleziona w siedzibie wspomnianego biznesmena. Obejmuje szeroką ławę działaczy z lewa do prawa, łącznie z liderami konserwatywnej opozycji. Sędzia Moro lekką ręka rozdający lata więzienia, zbagatelizował listę podobnie jak zasadne podejrzenia wobec grosu opozycyjnych polityków, poświęcając moc sędziowskiego urzędu na selektywny odstrzał polityków PT.

Pytania które należy zadać to; 1) Czy Partia Pracujących brała udział w procederze korupcyjnym? 2) Czy Lula, mający według sondaży wielkie szanse na sukces w wyborach prezydenckich, i urzędująca prezydent Dilma Rousseff zostali słusznie skazani/pozbawieni stanowisk? 3) Jeśli na poprzednie pytanie odpowiedź będzie negatywna, zapytać cui bono? Przechodząc do rzeczy- tak, wielu działaczy na różnych szczeblach przez 13 lat rządów jednej partii uwikłało się w lokalne koterie, odnosząc nielegalne zyski z wykorzystywania własnej pozycji politycznej. Dawni socjalistyczni marzyciele nie oparli się pokusie deprawacji, tym bardziej było to wyjątkowo intensywnie punktowane przez media i ulicę. Teraz to Ci, którzy wcześniej startowali w wyborach z hasłami uczciwości, pracy u podstaw i walki z układem, sami tworzyli nowy, żerując na podatnikach. Jednak istotniejsze jest pytanie drugie. Skazanie Luli było wielokrotnie krytykowane przez prawnicze autorytety z Brazylii (wiodący Uniwersytet w Sao Paulo), jak i całej Ameryki Łacińskiej, jako niespełniające podstawowych kryteriów sprawiedliwego procesu.

Za rodzinę, przeciw komunizmowi, za naszą wolność […] za Alberta Brilhante Ustre, postrach Dilmy Rousseff

Jairo Bolsonaro oddając głos za odwołaniem prezydent Dilmy Rousseff, Albert B. Ustre to oficer bezpieki osobiście torturujący Rousseff w czasach dyktatury wojskowej rządzącej Brazylią w latach 1964-85

Impeachment Rousseff stał się faktem dokonanym 31 sierpnia, kiedy Senat stosunkiem głosów 62 do 20 przegłosował złożenie pani prezydent z urzędu. Jakie były ku temu podstawy? Grupa kongresmenów która sformułowała akt oskarżenia i wniosek o rozpoczęcie procedury, opiera się na zarzutach o kreatywną księgowość (ukrywanie realnego deficytu budżetowego) oraz pożyczenie z Banku Rozwoju Brazylii pieniędzy na program rozwoju dla małych przedsiębiorstw rolnych. Środki zostały po miesiącu co do reala zwrócone, a praktyka manipulowania budżetem była powszechnie stosowana przez poprzednie administracje po przywróceniu demokracji w 1985 roku. Histeryczne tony w jakie uderzyła prawicowa opozycja były zupełnie niewspółmierne do skali przewinień. Kongresmen Janina Paschoal płakała odwołując się do boskiej inspiracji jako motywu swoich działań, w kuluarach parlamentu dochodziło do obrzucania się wyzwiskami, a deputowani podczas głosowania wykrzykiwali frazesy o obronie ojczyzny, Boga, rodziny, walki z komunizmem, śmiało przywołując sentyment dla rządów wojskowej dyktatury z lat 1964-85. To wtedy Bolsonaro zadedykował swój głos dla oficera osobiście torturującego Dilmę w czasach walki z juntą. Jak napisał Artur Domosławski, prezydent została odsunięta od urzędu za wykroczenie warte poselskiej interpelacji. Sam prokurator federalny przypisany do sprawy zaklasyfikował działania Rousseff jako właśnie wykroczenie, nie przestępstwo konstytucyjne, jak nazywają je wnioskodawcy impeachmentu.

Porządkując fakty – sędzia Moro skandalicznie skazał potencjalnego kandydata lewicy w wyborach, jedynego który miał szansę wygrać z prawicową alternatywą, na podstawie samych zeznań. Sąd Apelacyjny karę dodatkowo podwyższył o 3 lata, Sąd Najwyższy nakazał rozpocząć odbywanie kary, a Sąd Wyborczy pozbawił Luli możliwości kandydowania za krat. Rousseff, będąc jednym z nielicznych polityków którzy nie mieli związków z aferą Petrobrasu, została medialnym kozłem ofiarnym. Prezydent której mandat wygasa dopiero w tym roku, została ponad dwa lata temu odwołana przez parlament i senat złożone w większej części przez ludzi, na których ciążą poważne zarzuty korupcyjne. Do dopełnienia układanki potrzebujemy jeszcze jednego, zakulisowego aktora – wielkiej oligarchii.

Protesty w Rio de Janeiro po skazaniu Luli oraz impeachmencie Rousseff

Brazylia jest krajem który nigdy nie przeszedł wielkiej reformy rolnej i parcelacji, a przed czasami Luli nie było mowy o większych programach społecznych. Wielka finansjera, posiadająca prywatne folwarki wielkości małych państw, była i jest wielkim rozgrywającym od samego początku historii kraju. W Brazylii nie ma publiczych mediów, wszystkie dzienniki, telewizje, stacje radiowe należą do 4 magnackich rodzin. To one, współpracując z sędzią Moro podgrzewały nastroje społeczne, to one kanalizowały niezadowolenie przeciw symbolom lewicy, usilnie zestawiając aferę Petrobrasu z Dilmą Rousseff. To one świadomie milczały o udziale w aferze polityków spoza rządzącej koalicji i to one dały rząd dusz Bolsonaro, paląc ostatki zaufania do politycznego establishmentu.

Latynoamerykański Art of Deal


W Brazylii każdy wie, że jak pędzi się krowy przez rzekę, to jedną trzeba zabić i dać na pożarcie piraniom. Piranie się na nią rzucą i inne krowy przejdą niepokaleczone

Ladislau Dowbor

Ani Lula ani Dilma nie zdobyli się na jawne wejście w paradę oligarchii. Wiedzieli że mogą realizować wizjonerskie projekty społeczne tylko żyjąc w zgodzie z zasadami gry ustalonymi przez elity. Ceną za wolne ręce przy programach jak Bolsa Familia było przymknięcie oczu na dramaty mordowanych obrońców natury w Amazonii (kilkudziesięciu z nich rokrocznie pada ofiarami zastraszeń, pobić i skrytobójstw), przyzwolenie na degradacje środowiska, rezygnacja z wprowadzenia podatku spadkowego, utrzymanie relatywnie niskich danin publicznych dla bogatych (około 20%). Wiceprezydentem Luli został przedsiębiorca Jose Alencero, a na samym początku urzędowania prezydent w odezwie ,,List do Brazylijczyków” zagwarantował trzymanie się ekonomicznej ortodoksji, bezpieczeństwo własności prywatnej i honorowanie brazylijskich długów. Tym samym ostatecznie kończąc z Lulą wojownikiem-związkowcem który na barykadach Porto Alegre wykrzykiwał o zbrodniach kapitalizmu. Pamiętając o obalonym w przez wojskowych prezydencie Joao Goularcie (1964 r.), ostrożnie stawiał kolejne kroki. Jako idol brazylijskiej ulicy, cieszył się niesłabnącym poparciem które w ostatnim roku urzędowania utrzymywało się na poziomie 70%.

W innej sytuacji była jego sukcesorka Dilma, oligarchia wyczuła szansę na odzyskanie kontrolii nad państwem bez konieczności znoszenia dawnych rewolucjonistów na salonach. Wiele mówiący o siłach politycznych w Ameryce Łacińskiej jest przykład zamachu stanu przeprowadzonego w Hondurasie w 2009 roku. Prezydent Manuel Zelaya naśladując przełomowe rozwiązania społeczne Luli, popadł w konflikt z oligarchią. Sprowadzając tańszą ropę z Wenezueli, podnosząc płacę minimalną, walcząc o prawa pracownicze, dostał się w krzyżowy ogień prawicowych mediów, które przedstawiały prezydenta jako rewolucyjnego antychrysta. Nagłówki gazet krzyczały o komunistycznych władzach, rzekomo mających rekwirować samochody, a także przymusowo dokwaterowywać ubogich do mieszkań klasy średniej. Atmosfera paniki podziałała, prezydent musiał ustąpić, a status quo trwa nadal.

Gosposia rzuca ścierką i kupuje lodówkę

Rządy Luli były dla klasy średniej najlepszym czasem od powrotu demokracji w 1985 r. Mieszkańcy faveli stając na nogi, napędzali małe i średnie firmy. Częściej korzystano z usług lekarzy, kupowano więcej i częściej, w biedniejszych dzielnicach pojawiły się sprzęty domowe, a nawet używane samochody.

Za barometr zmian może posłużyć zawód gosposi. Lepiej sytuowane rodziny od zawsze zatrudniały osobę do obsługi obejścia. Pochodzące z ubogich, wielodzietnych rodzin, myły, prasowały, gotowały i sprzątały na pstryknięcie przedstawicieli klasy średniej. Szacuje że w pierwszych latach rządów PT zatrudnionych było około 6 milionów gospoś.

Wraz z ekonomiczną emancypacją ubożyszch warstw, zaobserowowano trend porzucania zawodu, kilkanaście tysięcy kobiet miesięcznie rzucało ścierką szukając lepszej pracy. Nierówności w Brazylii były od zawsze oczywistością, dziesiątki milionów favelados miało de facto status półobywatela, balansując na granicy egzystencji. W oczach klasy średniej ten obraz społeczeństwa był zupełnie normalny, a strach przed masami wykluczonych przypominał obawy wiktoriańskiej burżuazji przed ruchawkami proletariatu. Nagle okazało się że dawną służkę, sprzątaczkę i kobietę wyciskającą wcześniej sok z trzciny cukrowej, można spotkać w tym samym kinie, centrum handlowym czy w kolejce do okulisty. Jednak sam dyskomfort spowodowany powstaniem ,,klasy średniej C”, jak nazywa się beneficjentów programów społecznych, to za mało żeby wprawić w ruch machinę nienawiści i strachu.

Sin City za ogrodzeniem

Od miesięcy przez największe miasta kraju przetaczają się marsze gromadzące tysiące przedstawicieli klasy średniej. Domagają się dostępu do broni i wzywają armię do interwencji w upadłym państwie. Z argumentacji demonstrantów z bogatszych dzielnic wynika ,że jednym z najważniejszych powodów dla których wyszli na ulicę, jest brak poczucia bezpieczeństwa. 64.000 zamordowanych w roku 2017 (175 zabitych dziennie) to prawie tyle ile wyniosły straty amerykańskie w całej wojnie wietnamskiej. Wielkie dzielnice biedy rozlane po wzgórzach metropolii są często poza zasięgiem policji. Realna władzę mają narkobossowie którzy jak średniowieczni feudałowie, rywalizują o wpływy z sąsiadami, sami wymierzają sprawiedliwość, organizują życie dzielnicy i są dla tysięcy młodych favelados jedyną ścieżką kariery gwarantującą życie krótkie, ale z pełnym żołądkiem. W ostatnich latach sytuacja uległa skomplikowaniu przez brutalną wojnę o trasy przerzutu narkotyków. Nastoletni nędzarze często znający jedynie drogę przemocy i rozboju, ryzykują rabunkowe wypady na mieszkania sytych. Klasa średnia, zamieszkując obwarowane osiedla już nie chce słyszeć o systemowych rozwiązaniach problemu przestępczości poprzez następne programy społeczne. Żąda bezpieczeństwa tu i teraz, nawet za cenę ograniczenia praw i wolności obywatelskich. To je Bolsonaro przedstawia jako zaporę przed ,,uporaniem się” z falą morderstw. Planuje bezpardonowo rozprawić się z gangami poprzez znaczące ograniczenie odpowiedzialności policjantów za działania operacyjne i wysłanie następnych oddziałów wojskowych do faweli. Według badania Instytutu Datafolha, 17% wyborców Bolsonaro zrobiło to z powodu bezpieczeństwa.


Żeby cokolwiek zmienić w Brazylii, trzeba najpierw skończyć z tymi całymi prawami człowieka”  i „Dobry bandyta to martwy bandyta 


Streszczenie programu walki z przestępczością

W klasie średniej utrzymuje się sentyment dla dyktatury wojskowej i armii, które uosabiają porządek i bezpieczeństwo. Jeśli zaufanie społeczne dla urzędu prezydenta spadło od 2013 roku z 85% do zaledwie 40% obecnie, tak siły zbrojne cieszą się ufnością ponad 80% respondentów.  Wiele mitów o rzekomej ,,łagodności” dyktatury, która zamiast mordować (500 ofiar), torturowała (ponad 20.000 poszkodowanych), czy jednoznaczne kojarzenie czasów rządów wojskowych z ekonomicznym boomem, sprawia że wiele osób widzi ostatnią nadzieję w generalicji. Ta jednak póki co trzyma karty przy orderach, dementując pogłoski o ewentualnej interwencji.

Błędem dyktatury było torturować, a nie zabijać (…) ci wojskowi, którzy zabili, powiedzmy, 10, 15 czy 20 komunistów, powinni dostać medale za skuteczność.

Jairo Bolsonaro

Bolsonaro doskonale wyczuł wszystkie lęki klasy średniej – obawę przed ,,hordami barbarzyńców” z faweli i gniew na skorumpowane elity Partii Pracujących. Wreszcie oferując klasizm pierwszej wody, kiedy podczas kampanii mówił o biednych którzy są sami winni nędzy w jakiej przyszło im żyć.


Dla mnie i tak byłby wtedy martwy.


O synu gdyby zakochał się w innym mężczyźnie

Zamach na Bolsonaro, a zamach na demokrację

31 sierpnia 2018 roku, Sąd Wyborczy zakazał Luli kandydować na urząd prezydencki. Partia PT zadrżała w posadach, jedynie Lula miał na tyle silną pozycję żeby móc liczyć na sukces. Sondaże przeprowadzone już w czasie odbywania kary w więzieniu, dawały mu poparcie nieco poniżej 40%. Do czasu decyzji sądu uniemożliwiającego start Luli, Bolsonaro zajmował  solidne drugie miejsce, tracąc do lidera ponad 15% punktów procentowych

Dynamikę kampanii zupełnie zmienił dzień 6 września. Bolsonaro prowadził wtedy kampanię w mieście Juiz de Fora. Niechroniony przeciskał się wśród pozdrawiającego go tłumu, kiedy został kilkukrotnie raniony nożem. W wyniku zamachu stracił 40% krwi i następne tygodnie spędził w szpitalu, pozostawiając prowadzenie kampani swojemu synowi. Od tego momentu notowania Bolsonaro już tylko rosły. Z poziomu 23% poparcia (3-5 września) do 33% (15 września), żeby w ostatnim przedwyborczym sondażu osiągnąć 41,5% (mowa o I turze).

Bolsonaro w szpitalu tydzień po zamachu

Zadanie Bolsonaro ułatwiała słaba pozycja głównego kontrkandydata. Gwiazda Luli mimo kilkunastu miesięcy obrzucania błotem, nadal świeciła blaskiem dla dziesiątek milionów obywateli, którzy zawdzięczali jego urzędowi najlepsze lata życia. Jednak zupełnie inny odbiór miał sam sztandar PT, kojarzący się z arogancją, korupcją i trwającym ostanie lata pasmem klęsk. Wielu sama chęć ukarania partii rządzącej motywowała do oddania głosu na Bolsonaro, jako młot na establishment. Nowym kandydatem PT, został Fernando Haddad, dawny burmistrz Sao Paulo, największej metropolii kraju. Mając znacznie mniej czasu na rozegranie kampanii i ciągnąć na plecach cały bagaż grzechów swojego politycznego zaplecza, był łatwym celem do wściekłych szarż Bolsonaro.

Wyniki drugiej tury wyborów; źródło: Bloomberg

Co więcej,brazylijska polityka ma zdecydowanie charakter wiecowy, a obywatele oglądają wyborcze starcia jak kolejne odcinki telenoweli. Haddad jest raczej technokratą niż trybunem ludowym który porwie tłumy improwizowaną przemową. W chwili kiedy ledwo połowa Brazylijczyków popiera demokrację, a większość deklaruje niechęć do tradycyjnych partii, Bolsonaro miał wielką moc przyciągania zawiedzionych wyborców.

Ponadto w kampanii Bolsonaro korzystał ze wsparcia Steve’a Bannona, człowieka o którym mówi się, że uczynił Trumpa prezydentem. Sztab prawicowego kandydata bardzo aktywnie działał w social mediach, prasa należąca do oligarchów bezpardonowo wspierała Bolsonaro, powielając fake newsy i oskarżenia. Polem walki w cyberprzestrzeni stał się WhatsApp, którego używa ponad połowa brazylijskiej populacji.

Tropikalny satrapa

Co to oznacza dla Brazylii i regionu? Obsadzenie połowy ministerstw wojskowymi, powszechne prawo do posiadania broni i praktyczne zlikwidowanie odpowiedzialności policji podczas operacji pacyfikacyjnych w favelach, doprowadzą do eskalacji i jeszcze większej ilości zabitych. Bolsonaro ma bardzo luźny stosunek do ochrony przyrody, zapowiada zwiększenie wycinki w Amazonii i wycofanie się z paryskiego porozumienia klimatycznego. Zapowiada wysłanie wojska na granicę z Wenezuelą i strzelanie do migrantów z ogarniętego hiperinflacją kraju. Przyszłość wizjonerskich programów społecznych stoi pod znakiem zapytania, z pewnością kryzys będzie doskonałym pretekstem dla Bolsonaro do stopniowego ograniczania świadczeń. Ciężkie czasy nadchodzą dla marginalizowanych grup społecznych. Kobiety, których rola w świecie Bolsonaro ogranicza się do gotowania i rodzenia dzieci, przestaną być wspierane przez państwo wobec przemocy domowej czy prób podjęcia aktywności zawodowej, o społecznej nie wspominając. Autochtonów zamieszkujących matecznik amazońskiej dżungli już wkrótce usłyszą dźwięki mechanicznych pił i buldożerów. Płuca ziemi będą bez pardonu karczowane pod budowę dróg i pastwisk dla bydła. Bolsonaro podziela obawy wojskowych wobec międzynarodowych inicjatyw mających na celu chronić Amazonie jako dobro wspólne. Uważa, że to spisek mający odebrać Brazylii suwerenną kontrolę nad sporą częścią terytorium. Renesans przeżyją relacje Brasilii z Waszyngtonem

Prezydent Trump już pogratulował sukcesu Bolsonaro, a obaj panowie zapowiedzieli ścisłą współpracę jako liderzy obu Ameryk.

Patrząc na niechlubną tradycję wspierania przez USA w regionie rządów krwawych junt i sadystyczych dyktatorów, możemy być pewni że wkrótce przeczytamy raporty Amnesty International o regularnym łamaniu praw człowieka w Brazylii. Istotny jest także wpływ sukcesu Bolsonaro na wybory w innych częściach świata. Kto następny dołączy do klubu autokraty, obok Duterte, Erdogana i Bolsonaro?

Borys Sadowski


Logo SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych SGH to organizacja zrzeszająca studentów wszystkich warszawskich uczelni interesujących się szeroko rozumianymi stosunkami międzynarodowymi, geopolityką i dyplomacją. Od momentu swojego założenia w 2000 roku SKN SZ rozwinęło się w dynamiczną organizacje której projekty należą do najbardziej prestiżowych na uczelni np. Akcja Dyplomacja- cykl studyjnych spotkań w ambasadach prawie 80 krajów lub POLMUN – największa i najbardziej znana akademicka symulacja Narodów Zjednoczonych w Polsce. Oprócz tego SKN organizuje liczne prelekcje, wykłady i konferencje mające na celu przybliżenie studentom niuansów dyplomacji i geopolityki.

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
kiwiKiwiObierzyświat krańców internetówObserwujący Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Obserwujący
Gość
Obserwujący

Świetnie napisany artykuł, winszuję.

Obierzyświat krańców internetów
Gość
Obierzyświat krańców internetów

Szanuję za ogrom pracy włożony w artykuł.
Chyba stronniczy artykuł.
Znajomy brazylijczyk który wyrwał się biedy mówi zupełnie co innego o Luli i znajomych.
Plus w nagłówku o Duterte i Erdoganie brakuje chyba przeliczając na zabite osoby bardziej krwawych rządów Obamy czy Trumpa (Isis, Guantanamo, drony) czy Putina czy Króla AS który bombarduje bronią chemiczną Jemen. We need go deeper ;).
Btw z jakich źródeł korzystałeś?
Bo trochę odnoszę wrażenie że były to źródła anglojęzyczne nie brazylijskie 😉 .
Pzdr

Kiwi
Gość
Kiwi

Artykuł obszerny i porusza wiele wątków. Po dojściu do władzy Lula rozpoczął realizację programów społecznych. Skąd pieniądze? Z długów. W latach 2000-2016 zadłużenie zagraniczne kraju wzrosło z 200 do 700 mld dol. A tym samym koszt jego obsługi. Mimo świetnej koniunktury na rynkach światowych do 2014 roku (ropa, soja) Brazylia nie była w stanie zrównoważyć budżetu. Permanentny deficyt do 2013 ok. 2% PKB (ok. 40-50mld dol rocznie), a potem 8-10%. Mimo nadwyżki w bilansie handlowym do ok. 5 mld dol rocznie. Działanie typowe dla lewicy. Żyjemy na kredyt na poczet zarobków przyszłych pokoleń (jak w Grecji). Tak duża ilość pieniędzy… Czytaj więcej »

kiwi
Gość
kiwi

Artykuł obszerny ale moim zdaniem nie dotyka przyczyn zmiany nastawienia Brazylijczyków do poprzedniej władzy. W latach 2000-2016 zadłużenie państwa wzrosło z 200 mld do 700 mld dolarów. Mimo świetnej koniunktury na rynkach światowych i notowanej prawie co roku nadwyżki w bilansie handlowym (do około 5mld dolarów ), co roku deficyt budżetu wynosił około 2% PKB (40-50 mld dolarów), a w 2015 już 10% (około 180 mld dolarów). Czyli Lula i jego następczyni finansowali programy społeczne z pożyczanych pieniędzy. W latach 2003-2013 wartość płacy minimalnej wzrosła realnie (czyli nie licząc inflacji) o 70%. Wzrost aspiracji konsumpcyjnych spowodował 4 krotny wzrost prywatnych… Czytaj więcej »