Felieton: Włoskie prawo do choroby

Felieton: Włoskie prawo do choroby


Wkraczamy w tę nieprzyjazną organizmom ludzkim porę roku, która znów zastanie nas w tłumach kaszlących i kichających współobywateli na pokładach autobusów i tramwajów, przeklinających istnienie chorób zakaźnych i naszą na nie ekspozycję. Siedźcie ludzie w domu i się leczcie – wyrwie nam się może w bezradności. Otóż Europa zmaga się z problemem nieco podobnym. A wszystko w związku z ekonomicznie zakatarzonymi Włochami i ich nowym rządem.

Już od wiosny narasta napięcie pomiędzy Komisją Europejską a egzotyczną koalicją Ligi Północy i Ruchu Pięciu Gwiazd wyłonioną po włoskich wyborach parlamentarnych. Punktem sporu jest projekt budżetu na kolejny rok, a w nim elementy programowe zapalające całe szeregi czerwonych świateł w Brukseli. O tym, że Italia to pierwszy kandydat na „chorego człowieka Europy” wiadomo nie od dziś, od dawna jednak Półwysep Apeniński nie lekceważył tak jawnie wskazań lekarza, w roli którego występuje w strefie euro Komisja Europejska. Główne elementy proponowanej terapii to naturalnie redukcja zadłużenia i utrzymywanie w ryzach deficytu. W czasie ostatniego kryzysu finansowego proste wymogi dopuszczalnego 60-procentowego długu publicznego i maksymalnie 3 procent deficytu wzmocniono zaleceniami profilaktycznymi, określanymi jako „procykliczne”. Otóż w czasach lepszej koniunktury kraje strefy euro miały konsekwentnie pozbywać się zadłużenia, aby mieć fiskalną rezerwę, gdy przyjdą gorsze czasy. Tutaj pojawia się kluczowy problem; włoski rząd takiej filozofii nie uznaje i długu wcale redukować nie chce. Chce za to podwyższyć wiek emerytalny i wprowadzić egalitarną „pensję obywatelską”, twierdząc, iż to jego polityczna misja, a przy tym najlepsza droga do poprawy sytuacji ekonomicznej kraju

„Wszyscy dążymy do tego samego”, „chcemy szybszego wzrostu gospodarczego Włoch” – wśród deklaracji najważniejszych bohaterów sporu wiele można usłyszeć takich wypowiedzi. Jest tu miejsce na uspokajające sygnały bezpartyjnego ministra gospodarki Giovanniego Trii, ostrożność premiera Giuseppe Contego, ale także na buńczuczność wicepremierów-liderów koalicyjnych partii, Matteo Salviniego z Ligi Północy i Luigiego Di Maio z Pięciu Gwiazd. Gotowość do negocjacji nad wysokością planowanego deficytu, który, dodajmy, nie przekroczy przepisanych 3 procent, ale może niebezpiecznie się do nich zbliżyć, nie rozwiązuje jednak podstawowej kwestii, a jest nią fundamentalny brak zgody na ekonomiczny „dyktat Brukseli”. Sprzeciw wobec podobnych decyzji czy zaleceń instytucji europejskich to potężne polityczne paliwo i główne spoiwo układu raczej rozedrganych programowo partii rządzących. Już w maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego a wraz z nimi, jak zapowiada Salvini, szansa na diametralną zmianę kierunku w polityce europejskich instytucji. Podgrzewanie sporu może się w tej sytuacji opłacić, a i Komisja zdaje się stąpać wyjątkowo ostrożnie na tym grząskim gruncie. O przewidzianych w procedurze karach finansowych na razie nie ma w praktyce mowy. Z pacjentem trzeba ostrożnie.

Co na to rynki? Uznawana za najlepszy miernik tej polityczno-gospodarczej gorączki różnica w oprocentowaniu obligacji niemieckich i włoskich raz niebezpiecznie rośnie, innym razem znów maleje po dających nadzieję na porozumienie wypowiedziach. Minister Tria stwierdził, że poważniejsze ustępstwa będą konieczne dopiero, gdy wspomniana różnica przekroczy 400 punktów bazowych. Ostatni raz stało się to latem 2012 r. i póki co nie zanosi się na powtórkę – niedawno udało się bowiem ponownie zbić magiczny spread poniżej 300 punktów. Tradycyjnie to właśnie nastroje wśród inwestorów obserwowane są z uwagą przez wszystkie strony sporu i to one stanowią dla Włochów najpoważniejszy straszak. Bank Włoch już ostrzega, że przez budżetowe przepychanki niepokojąco wzrosły koszty zaciągania kredytów przez włoskie przedsiębiorstwa. Niepewność wobec Italii nie znika od lat, ale obecna konfiguracja na krajowej scenie politycznej rzeczywiście nie ma precedensu. Chory nie tylko może zarażać, ale też leczyć chce się całkiem po swojemu. Strzeżmy się przeziębień!

Jan Steinmetz


Logo SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych SGH to organizacja zrzeszająca studentów wszystkich warszawskich uczelni interesujących się szeroko rozumianymi stosunkami międzynarodowymi, geopolityką i dyplomacją. Od momentu swojego założenia w 2000 roku SKN SZ rozwinęło się w dynamiczną organizacje której projekty należą do najbardziej prestiżowych na uczelni np. Akcja Dyplomacja- cykl studyjnych spotkań w ambasadach prawie 80 krajów lub POLMUN – największa i najbardziej znana akademicka symulacja Narodów Zjednoczonych w Polsce. Oprócz tego SKN organizuje liczne prelekcje, wykłady i konferencje mające na celu przybliżenie studentom niuansów dyplomacji i geopolityki.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o