Przyczajony kryzys, uśpiony smok

Przyczajony kryzys, uśpiony smok

Z pozoru chiński rynek nieruchomości wydaje się być klasycznym przypadkiem okresowego niedopasowania popytu i podaży. Prawdziwy problem leży jednak dużo głębiej.

Poranny spacer w cieniu wieżowców szanghajskiej dzielnicy Pudong, 2,5 godziny później filiżanka kawy pod Wieżą Eiffla. Czyżby kolejny miliarder realizował marzenia o naddźwiękowych podróżach przyszłości? Otóż wspomnianą drogę można pokonać w tak krótkim czasie… zwykłym samochodem.

Zamiast do stolicy Francji wystarczy dotrzeć do Tianducheng Resort, który światową sławę zdobył jako próba odtworzenia Paryża na przedmieściach Hangzhou w nadmorskiej prowincji Zhejiang. Podobnych prób zwrócenia uwagi publiki, a przede wszystkim potencjalnych kupców jest w całym kraju więcej. Tak oto swoje odpowiedniki mają Londyn, Rzym czy nawet niewielka alpejska wioska Hallstatt, która przed dekadą zrobiła furorę wśród azjatyckich turystów.

Jednakże pomimo zdobycia sławy (bądź niesławy) na globalną skalę większość mieszkań na wspomnianych osiedlach stoi pustych. Nie są to wyjątki. Według danych Bloomberga na rok 2018 ponad 50 mln mieszkań w Państwie Środka nie ma lokatorów. Oznacza to, że współczynnik pustostanów w Chinach wynosi spektakularne 22% i należy do najwyższych na świecie. Dla porównania zasoby mieszkaniowe Polski wynoszą „jedynie 14,1 mln mieszkań” co stanowi około 30% wolumenu samych tylko pustostanów w Chinach.


Tianducheng Resort, Hangzhou, Zhejiang

Popyt na próżnię

Większość z owych mieszkań nie stoi jednak pustych ze względu na brak potencjalnych nabywców. Wręcz przeciwnie – popyt na mieszkania osiąga rekordowe wartości, a same tylko transakcje sprzedaży na rynku nieruchomości stanowiły w 2017 roku 16,4 % PKB CHRL. Równolegle ceny nieruchomości przeżywają w większości głównych miast (określanych w chińskiej nomenklaturze mianem tieru 1 oraz 2) konsekwentny wzrost wynoszący przeciętnie 10% r/r. Rekordzistą w tym zakresie jest Shenzhen w prowincji Guangdong, w którym ceny nieruchomości w latach 2014-16 podwoiły się.

W związku z tym wielu obserwatorów zaczęło określać sytuację mianem bańki, zwłaszcza w odniesieniu do okresu 2005-11. W obliczu ponownego pojawienia się wzrostów cen w okresie po 2015 roku głosy o bańce rozległy się na nowo. Szczególnie głośno rozbrzmiewają porównania do tąpnięcia na rynku w Stanach Zjednoczonych oraz będącego jego bezpośrednim skutkiem kryzysu subprime z 2007 roku tudzież manii spekulacyjnej, której gwałtowny kres w 1990 roku pogrążył gospodarkę Japonii. Jednakże specyfika tych krajów znacząco różni się od specyfiki chińskiej. Genezę sytuacji, która tak wielu obserwatorów ocenia mianem niesławnej bańki, jak i potencjalne jej skutki można w większości sprowadzić do aspektów dotyczących zarówno sfery życia politycznego, skoncentrowanego wokół Komunistycznej Partii Chin, specyfiki rynków finansowych regionu oraz warstwy społeczno- kulturowej.

Bezpieczne dziś, niepewne jutro

Podstawowym pytaniem, które warto zadać jest to czy użycie słowa “bańka” jest w tym wypadku właściwe. Z definicji bańka spekulacyjna jest procesem niezrównoważonego wzrostu zazwyczaj spowodowanym oderwaniem kreujących rynek zachowań inwestorów od rzeczywistości gospodarczej.

W przypadku Chińskim wzrost zainteresowania nabywców rynkiem nieruchomości, a co za tym idzie wzrost cen jest iście niespotykany, towarzyszy mu jednak niespotykany na skalę światową wzrost siły nabywczej społeczeństwa.

Gigantyczny popyt na nowe mieszkania jest skutkiem fundamentalnych przemian społecznych w kraju i największej w historii świata migracji ludności, w wyniku której setki milionów osób porzuciło wiejski styl życia na rzecz dynamicznie rozwijających się miast. Statystyki zgodnie pokazują, że poza 4 największymi miastami tieru 1 tj. Pekinem, Szanghajem, Kantonem oraz Shenzhen ogólny trend w pozostałych dużych, średnich i mniejszych miastach wykazuje zgodność wzrostu cen mieszkań ze wzrostem siły nabywczej wyrażonej przez PRB per capita.

Znacząco różnią się też schematy finansowania. Nowe nieruchomości w Chinach dużo rzadziej niż na szeroko rozumianym zachodzie finansowane są kredytem hipotecznym. Co czwarty nabywca w Chinach kupuje mieszkanie za gotówkę, a przeciętny kredyt pokrywa jedynie około 50% wartości zakupu. Łączna kwota ekspozycji na ryzyko związane z niespłacaniem kredytów hipotecznych stanowi jedynie 8% aktywów chińskich banków. Kontrast do sytuacji Japonii czy USA jest zatem wyraźny.

Martwi jedynie stosunek przeciętnej ceny mieszkania do przeciętnego dochodu gospodarstw domowych. Zgodnie z danymi mieszkanie kosztuje gospodarstwa domowe średnio 10-krotność ich dochodu rocznego, czyli 2 razy więcej niż w większości krajów zachodnich. Warto jednak nadmienić, iż przeciętnymi kupcami mieszkań w CHRL są osoby zaliczające się do najbogatszej części społeczeństwa, a ich dochody znacząco przekraczają średnią krajową.

W przeciągu ostatnich lat ceny mieszkań w miastach Tieru 1 wystrzeliły w górę.
Źródło: The Economist

Wstępne wnioski każą zatem stwierdzić, iż Chinom w krótkim okresie nie grozi pęknięcie bańki i kryzys na rynku nieruchomości. A przynajmniej nie w formie znanej z innych kryzysów w państwach, do których Chiny tak często są porównywane tj. USA i Japonii. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie nie istnieje. Wręcz przeciwnie, jednak ma ono charakter bardziej długookresowy, a przez to trudniejszy do wyeliminowania. Dotyczy bowiem struktury samego państwa i społeczeństwa.

Konflikt za kulisami

Dominujący wpływ Komunistycznej Partii Chin na wszystkie aspekty życia obywateli CHRL określany jest jako najbardziej charakterystyczny element polityki tego państwa. Błędem jest jednak uznanie całego kraju za zunifikowane ciało, a rządu w Pekinie i jego polityki za jedyne źródło siły politycznej i gospodarczej Chin. Administracja CHRL podzielona jest na kilka szczebli. Pod rządem centralnym znajdują się 22 prowincje, 5 regionów autonomicznych, 4 miasta wydzielone oraz 2 specjalne strefy administracyjne. Niżej są prefektury (jest ich kilkaset) oraz miasta na prawach prefektury, jeszcze niżej istna menażeria form administracji lokalnej: powiaty, miasta na prawach powiatu, dzielnice etc. aż do poziomu gminy, społeczności czy wsi.

Przy tak rozbudowanym aparacie administracji siłą rzeczy jednostki znajdujące się bliżej skali lokalnej niż ogólnokrajowej nie tylko będą miały interesy często sprzeczne z interesami władz centralnych, ale też będą cieszyć się dużą dozą niezależności, dzięki której dane im będzie owe interesy realizować. Szczególnie interesująca jest kwestia finansowania ich wydatków, a przede wszystkim dwóch najistotniejszych obostrzeń, z którymi muszą one sobie radzić.

Pierwszym z nich, stanowiącym przedmiot długotrwałego sporu między władzami szczebla lokalnego, a rządem w Pekinie jest podział środków z podatków. Otóż samorządy lokalne zatrzymują jedynie około 40% dochodów z podatków zebranych na ich terytorium, pozostałe 60% wędruje do budżetu centralnego, gdzie jest rozdysponowywane na inwestycje, obronność, obsługę długu publicznego etc. Administracja lokalna pokrywa ok. 80% finansowania lokalnej infrastruktury społecznej tj. wydatków na edukację, służbę zdrowia, lokalną infrastrukturę, transport publiczny etc. Taka dysproporcja w połączeniu z drugim bardzo istotnym obostrzeniem, a mianowicie brakiem możliwości zaciągania długu przez jednostki administracji lokalnej kreuje sytuacje, w której władze lokalne muszą sięgać po bardziej kreatywne metody finansowania.

Miasto-sprzedawca

W tym miejscu pojawia się rynek nieruchomości. Jednostki administracyjne np. miasta mogą obracać gruntami. Ponadto mają do dyspozycji niezwykle potężne narzędzie, a mianowicie planowanie przestrzenne, a dokładnie możliwość dokonania konwersji terenów rolnych, na tereny miejskie. Miasta powszechnie skupują ziemie od lokalnych rolników, następnie zamieniają je na grunty miejskie, z przeznaczeniem pod zabudowę. Takie grunty oczywiście mają nieporównywalnie większą wartość. Pozostaje tylko sprzedać grunt chętnemu deweloperowi spekulującemu na dalszy wzrost cen nieruchomości i zainkasować czysty zysk potrzebny do załatania istotnej dziury w budżecie.

Rozwiązanie to kreuje oczywiście problemy natury praktycznej. Po pierwsze motywuje zbyt duży rozrost terytorialny miast, a przez to powstawanie licznych przedmieść pozbawionych koniecznych usług publicznych, a także oddalonych od miejsc pracy. Wspomniany we wstępie chiński Paryż jest właśnie jednym z takich przedmieść.

Następnie występuje problem, który pojawia się, gdy terenów do odrolnienia zaczyna brakować. Miasta uciekają się wtedy do jeszcze bardziej ekstremalnych środków. Znane są przypadki osuszania gruntu i wysadzania szczytów górskich tylko po to, aby uzyskać więcej gruntów pod zabudowę.

Ostatni problem wynika z prawnej obligacji deweloperów do zabudowania zakupionych działek (choć przez część miast jest ona traktowana jako kluczowe rozwiązanie innej istotnej kwestii, która jest opisana w dalszej części) W celu zapobieżenia spekulacjom na cenach gruntów, chińskie prawo pozwala władzom lokalnym zakazywać długotrwałego przetrzymywania nieużytków. Skutecznie uniemożliwia to tworzenie tzw. banków ziemi, dzięki którym deweloperzy mogą zarówno przeczekać gorszą koniunkturę jak i szybko zwiększyć podaż w sytuacji, kiedy zapotrzebowanie na nieruchomości wzrasta. Konieczność natychmiastowego zagospodarowania gruntów sprawia iż wiele projektów mieszkaniowych cechuje się niską jakością wykonania, stąd właśnie coraz częściej można spotkać w Chinach rozpadające się już kilka lat po budowie osiedla-duchy.

Nie pomaga w tym również system praw własności. Własność prywatna gruntu w CHRL nie funkcjonuje, zamiast tego istnieje forma prawna podobna do polskiego prawa użytkowania wieczystego. Jednakże każde takie prawo obarczone jest 70-letnim terminem ważności.

Oczywiście, kiedy zakupywany jest np. dom stojący na działce o tytule własności z określonym terminem wygaśnięcia po którym nie ma żadnej pewności co do ewentualnego przedłużenia prawa użytkowania, nie przykłada się aż tak dużej wagi do długowieczności rzeczonego domu.

Mogłoby się zatem wydawać, że poczynione zostaną odpowiednie ruchy ze strony władz mające przeciwdziałać potencjalnemu marnotrawstwu na niespotykana skalę. Wbrew intuicji sytuacja ta jak najbardziej służy interesowi lokalnych włodarzy.

Miasto na łonie Partii

Merytokratyczny system awansu urzędników i polityków w CHRL działający w oparciu o doświadczenie oraz wyniki może budzić skrajne emocje jako niedemokratyczny, acz niezwykle efektywny w długim okresie. System ten nie jest pozbawiony jednak fundamentalnych wad bezpośrednio przyczyniających się do występowania patologii, jak ta wymieniona powyżej. Otóż jednym z podstawowych kryteriów przy określaniu wyników osiąganych przez urzędników jest wzrost gospodarczy wygenerowany pod ich władaniem.

Ciąg logiczny jest tu uderzająco prosty: w końcu przy tak masowej konstrukcji generowany jest gigantyczny wzrost (sic!). A kiedy budynki rozpadają się po kilkunastu latach, na tej samej działce można budować dwa razy- co oznacza podwójny wzrost!

Kwestia, jak ów wzrost przekłada się na jakość życia mieszkańców czy też realny wzrost gospodarczy nie jest już istotna. Zresztą konsensusem wśród ekonomistów jest to, że statystykom wzrostu z Chin, zwłaszcza tym regionalnym nie powinno się zbyt mocno ufać.

Miasto-deweloper

Dla wielu jednostek poprzestanie na roli handlarzy gruntem nie jest wystarczające. Kolejnym potężnym narzędziem w rękach chińskich samorządowców jest możliwość tworzenia spółek deweloperskich, których właścicielami są jednostki administracji lokalnej. Takie spółki nie tylko mogą generować istotne zyski, ale także pozwalają na obejście poważnej bariery rozwojowej, gdyż mogą emitować dług. To właśnie tego typu spółki odpowiadają za zdecydowaną większość zadłużenia w kraju. Precyzyjne oszacowanie jego skali jest co najmniej problematyczne. Jedna instytucja rządowa pożycza pieniądze drugiej, państwowe banki masowo udzielają kredytu spółkom prywatnym i samorządowym. Rząd jest tu zarówno pożyczkodawcą jak i pożyczkobiorcą.

Najgroźniejsze szacunki mówią o łącznym długu jednostek rządowych oraz państwowych i należących do administracji lokalnej spółek wynoszącym aż 300% PKB.

Jednymi z największych dłużników w CHRL są spółki deweloperskie.
Źródło: The Economist

Dzięki zadłużeniu władze lokalne są w stanie budować infrastrukturę lokalną, szkoły, placówki medyczne – nawet kiedy formalnym budowniczym pozostaje kontrolowana przez nie spółka deweloperska. Jednakże to w tym rodzaju zadłużenia, a nie w hipotekach znajduje się główne zagrożenie związane z ewentualnym tąpnięciem cen nieruchomości. W sytuacji załamania się rynku, kiedy spółki deweloperskie nie będą w stanie na bieżąco regulować swoich zobowiązań konsekwencje dla rynków finansowych mogą być opłakane, a ich skutki dadzą się odczuć globalnie.

Nie mniej jednak model, w którym miasta przyjmują rolę deweloperów okazał się być niezwykle lukratywny. Zyski z niego trafiły do budżetów miast, gdzie pomogły sfinansować konieczne wydatki (lub do prywatnych kieszeni lokalnych włodarzy).

Wyspa na morzu niestabilności

Pomimo rosnących zagrożeń związanych z szybko rozrastającym się rynkiem nieruchomości coraz silniej przyciąga on rzesze nowych inwestorów. Dzieje się tak, ponieważ zamożnym obywatelom Chin coraz trudniej znaleźć jest bezpieczne miejsce na ulokowanie kapitału.

Bezpośrednim skutkiem załamania na giełdzie była kolejna seria dewaluacji Juana
Źródło: Visual Capitalist

Z jednej strony lokalne rynki kapitałowe stały się zbyt niestabilne. Doskonałym przykładem utraty zaufania inwestorów była reakcja na pierwsze tąpnięcie na przełomie czerwca i lipca 2015 roku, kiedy w obliczu nagłej ucieczki kapitału z giełdy Ludowy Bank Chin (bank centralny CHRL) zmuszony był ratować płynność notowanych przedsiębiorstw wsparciem finansowym. Ponadto lokowanie pieniędzy na rachunkach bankowych również nie wchodzi w grę. W obliczu rosnącego ryzyka zaognienia konfliktu walutowego na osi USA- CHRL inwestorzy obawiają się potencjalnej dewaluacji juana na dużą skalę.

Po załamaniu indeksów giełdowych chińskie zakupy nieruchomości w krajach rozwiniętych przybrały na intensywności. Nowe regulacje poważnie ograniczają ten proceder.
Źródło: Visual Capitalist

Z drugiej strony znaczącemu spadkowi uległy chińskie inwestycje w nieruchomości zagraniczne. Spadek ich wartości w 2017 roku w stosunku do 2016 wyniósł aż 25% (pomimo tego wciąż opiewały one na spektakularne 40 miliardów dolarów). Przyczyniły się do tego stanu również rosnące bariery dla chińskich kupców dotyczące głównych rynków, na których inwestowali m.in. San Francisco czy Londynu.

Nierówność w socjalizmie

Z tych powodów znaczącej zmianie uległ profil przeciętnego kupca nieruchomości w Chinach. Podczas gdy w 2008 roku znakomitą większość transakcji stanowiły zakupy pierwszego domu już 2018 roku transakcje na zakup drugiej nieruchomości były o ponad 30% liczniejsze niż na zakup pierwszej. Jednocześnie coraz popularniejsze staje się posiadanie trzech lub większej liczby nieruchomości.

Kreuje to wielkie ryzyko związane ze strukturą rynku. Jego materializacja może mieć tragiczne skutki odczuwalne przede wszystkim w sferze społecznej.

Udział najbogatszego 1% populacji w dochodzie narodowym zwiększa się wraz z rozwojem kraju. Pomimo okresowego odwrócenia trendów po roku 2015 z powrotem obserwowany jest wzrost nierówność.
Źródło: Humanosphere

Warto przy tym pamiętać, że masowa migracja Chińczyków ze wsi do miast nie zakończyła się. Wedle przewidywań miasta czeka jeszcze przypływ kilkudziesięciu milionów osób. W tym momencie pojawia się pierwszy paradoks zaistniałej sytuacji. Głównym klientem spółek deweloperskich stał się zamożny inwestor poszukujący bezpiecznej lokaty kapitału. Z tego powodu coraz większą część oddanych mieszkań stanowią obiekty o podwyższonym standardzie, zdecydowanie ponad możliwości finansowe przeciętnego migranta wewnętrznego. Doprowadza to do stanu, w którym występują zdecydowane braki mieszkań dla klasy średniej, podczas gdy ponad 50 mln mieszkań stoi pustych, głównie ze względu na brak chętnych do wynajmu, lub ze względu na zaporową cenę, czy lokalizację poza centrami miast.

Wzrost prominentności mieszkań inwestycyjnych może być też oznaką początku końca pewnej epoki w chińskim społeczeństwie. Zakończył się okres dynamicznej emancypacji społecznej biednych mas do klasy średniej, a rozpoczęła epoka rosnących nierówności. Warto również nadmienić, iż cały czas mowa o państwie formalnie komunistycznym.

Cichy alarm, senna reakcja

Zagrożenia te są jednak dostrzegane przez władze. Coraz więcej miast wprowadza nowe obostrzenia związane z inwestycyjnym zakupem mieszkań oraz posiadaniem wielu nieruchomości. Zazwyczaj koncentrują się one wokół wymagania większego wkładu własnego przy zaciąganiu kredytu hipotecznego np. przy zakupie drugiego mieszkania w Wuhan można uzyskać kredyt pokrywający co najwyżej 50% wartości nieruchomości, z kolei przy zakupie trzeciego i kolejnych można je finansować wyłącznie gotówką. Część miast zapowiada również zaostrzenie kar dla deweloperów zbyt długo przetrzymujących grunty bez rozpoczynania budowy. W niektórych przypadkach miasta posuwają się aż do kompletnego zakazu zakupu inwestycyjnych mieszkań, zwłaszcza w stosunku do przedsiębiorstw oraz osób zameldowanych w innej części kraju. Coraz większy rozgłos zyskuje też koncepcja wprowadzenia podatku od nieruchomości.

W 2017 roku rząd zapowiedział program budowy 50 tysięcy tanich mieszkań rocznie, które miałyby być sprzedawane za jedynie 40% wartości rynkowej. Niestety program po pierwszym roku funkcjonowania wygenerował jedynie niespełna 15 tysięcy nowych jednostek co stanowi kroplę w morzu potrzeb społeczeństwa. Pod lupę legislatorów trafiły również prawa lokatorów, które w CHRL są dużo bardziej ograniczone niż w większości europejskich państw. Pomimo tego nie osiągnięto znaczącego postępu w zakresie np. prawa do równego dostępu do edukacji dzieci właścicieli mieszkań oraz najemców.

Kulturowa konieczność

Praprzyczyny postępującego kryzysu społecznego próżno doszukiwać się jednak w aspektach prawnych czy ekonomicznych. Główną rolę odgrywają tu wzorce kulturowe i sytuacja demograficzna. Ze względu na niesławną dysproporcje w liczbie kobiet i mężczyzn pojawia się bardzo silna presja społeczna.

Od młodych mężczyzn wymaga się nie tylko niezależności finansowej, ale i posiadania mieszkania. Zaszło to na tyle daleko, że aby zwiększyć szanse męskiego potomka na założenie rodziny, na zakup pierwszego mieszkania potrafi się składać kilka pokoleń krewnych. Nie bez przyczyny wskaźnik posiadania mieszkań  (ukazujący jaki procent osób jest właścicielami zamieszkiwanego lokum) wynosi 87% i należy tym samym do najwyższych na świecie. Jednakże wraz z nasilającymi się migracjami do miast oraz zmniejszoną dostępnością tanich nieruchomości przewiduje się, iż wskaźnik ten będzie ulegał zmniejszeniu, gdyż coraz mniej młodych osób, nawet ze wsparciem bliskich będzie mogło pozwolić sobie na coraz większy wydatek jakim jest posiadanie własnych czterech ścian.

Między młotem społeczeństwa, a kowadłem rynku

Bardzo wiele zależy od dalszych działań rządu w celu zbalansowania rynku. Wiąże się to jednak z wielkim zagrożeniem. Nie robiąc nic rząd pozwala na wzrost dysproporcji między najbogatszymi, a resztą społeczeństwa. Niezamierzone efekty uboczne polityki jednego dziecka mogą się tylko pogorszyć. Zamiast rosnącej klasy średniej powstanie gigantyczna masa nowych mieszkańców miast stłoczona w coraz bardziej przeludnionych mieszkaniach bez perspektyw na posiadanie własnego lokum. Wszystko to stanie się  podczas gromadzenia przez najbogatszych kolejnych nieruchomości, z których część z zaniedbania ulegnie zniszczeniu zanim ktokolwiek mógłby czerpać z nich jakikolwiek użytek. Choć pierwsze kroki mające na celu zapobieżenie temu czarnemu scenariuszowi zostały już podjęte, w dłuższym okresie mogą okazać się niewystarczające.

Zbyt ostre ograniczenie aktywności inwestycyjnej i próba kontroli rynku również może mieć tragiczne skutki. W momencie załamania się popytu na budowane z myślą o najbogatszych klientach projekty Chinom grozi zapaść cenowa. Biorąc pod uwagę skalę zadłużenia spółek deweloperskich w kraju oraz kluczową ich rolę w gospodarce potencjalne skutki utraty przez nie płynności mogą być opłakane. Wraz z zaprzestaniem spłacania przez deweloperów kredytów w tarapatach znajdą się państwowe banki. Ucierpią również organy administracji lokalnej oraz sama partia. W przeszłości bank centralny interweniował w podobnych sytuacjach. W przypadku poważnej fluktuacji może to jednak przekroczyć jego możliwości.

Przewodniczący Xi Jinping podczas wizyty na budowie pekińskiego lotniska Daxing – centralnego elementu nowego megamiasta Jing-Jin-Ji w którym zamieszka ponad 100 mln osób

Rozbrojenie na najwyższym szczeblu

Problem nie leży w samym rynku, a u podstaw chińskiego systemu społeczno-politycznego. Schemat, wedle którego funkcjonuje rynek, narażający go na zbyt duże ryzyko natury politycznej jest również nieefektywny z ekonomicznego punktu widzenia. Choć na początku ekonomicznej przemiany Chin nastawienie na wzrost wspomogło gospodarczy cud, obecnie coraz częściej premiuje ono niegospodarność i motywuje silnie korupcyjne powiązania. Niestety próba naprawy systemu potencjalnie zaostrzy konflikt na linii Pekin-władze lokalne. Rząd Xi jest tego świadom,oraz zdaje sobie sprawę, że utrata kontroli nad niższymi szczeblami partii mogłaby poważnie zdestabilizować państwo. Kwestią czasu jest jednak nastąpienie momentu, kiedy strach przed niestabilnością gospodarczą przewyższy strach przed niestabilnością polityczną.

Chiński rynek nieruchomości jest zatem tykającą bombą. W najbliższym czasie mało prawdopodobnym jest, aby owa bomba wybuchła. Jeżeli jednak nie zostanie ona w porę rozbrojona ma szanse eksplodować z niespotykaną dotąd siłą pozostawiając gorejący krater tam gdzie dziś stoi Partia, a  gospodarce światowej serwując nuklearną zimę. Jej rozbrojenie nie będzie łatwym zadaniem. Mechanizm zapalający znajduje się bardzo głęboko pod skorupą ładunku i żeby do niego dotrzeć należy przeciąć wiele kabli. Każdy błąd może mieć nieprzewidziane skutki.

Saper Xi Jinping ma jednak świadomość powagi sytuacji. Pytanie czy starczy mu odwagi, determinacji i zimnej krwi, aby podjąć się najtrudniejszego z zadań, czy może zaczeka, aż światło dzienne ujrzy katastrofa, jakiej świat nie widział.

Karol Czarnecki

Logo SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych
SKN Spraw Zagranicznych SGH to organizacja zrzeszająca studentów wszystkich warszawskich uczelni interesujących się szeroko rozumianymi stosunkami międzynarodowymi, geopolityką i dyplomacją. Od momentu swojego założenia w 2000 roku SKN SZ rozwinęło się w dynamiczną organizacje której projekty należą do najbardziej prestiżowych na uczelni np. Akcja Dyplomacja- cykl studyjnych spotkań w ambasadach prawie 80 krajów lub POLMUN – największa i najbardziej znana akademicka symulacja Narodów Zjednoczonych w Polsce. Oprócz tego SKN organizuje liczne prelekcje, wykłady i konferencje mające na celu przybliżenie studentom niuansów dyplomacji i geopolityki.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o